niedziela, 25 grudnia 2011

7.

Nastał wigilijny wieczór. Jak do tej pory nic się nie wydarzyło. Tu w górach wszyscy czuli się już jak w domu, mimo tęsknoty nastolatków za domem, przyjaciółki i Patryka za Jagodą, wszystko było idealnie. Nikt nie myślał o śmierci matki Adriana, ani o Ojcu młodzieży. Panowała tu świąteczna, miła i wyjątkowo szczera atmosfera. Tosia z Adrianem zajęli pokój z dwoma łóżkami, które i tak stały blisko siebie. Patryk zaś miał pokój na przeciwko. Matka dzieliła pokój z Martą, swoją siostrą, ponieważ były ze sobą bardzo związane a po długim czasie w jaki się nie widziały miały sobie do powiedzenia tylko, jak by nie widziały się całe życie.
- Antosia, wyjdź z tego pokoju, Adrian nie zginie jest jesteście tu już długo pomóż mi z tym karpiem. - krzyczała z dołu ciotka, która usiłowała zabić karpia. Jednak jej starania poszły na marne, kto normalny chce zabić żywego karpia tłukąc go po głowie tłuczkiem to kotletów? Marta, nie potrafiła muchy skrzywdzić, a co dopiero rybę.
- Fuuj, męcz się z tym tłuczkiem, ja go nie dotknę. Patryk niech to zrobi! - odryknęła dziewczyna z obrzydzeniem w głosie. Wiele ją łączyło z Martą, żadna nie potrafiła zabić karpia, zresztą mama też nie.
- Daj spokój, zabije jej tego karpia, niech nie fatyguje Patryka chociaż tak będę mógł się jej odwdzięczyć. Przecież mieszkam pod jej dachem. - powiedział Adi, pocałował dziewczynę we włosy i zszedł na dół. Po wejściu do kuchni mimo starań wybuchnął śmiechem. Mimo tego, że kobiety męczyły się z rybą 20 minut ona dalej żyła. Matka trzymała ją za ogon, a Marta nawalała tłuczkiem po łbie.
- Niech Pani to da, chociaż tak będę mógł się odwdzięczyć za to co Pani dla mnie zrobiła. - powiedział mile  chłopak do Marty przejmując rybę i wyciągając tasak.
- Jaka Pani, chłopie mówiłam Ci, że Marta jestem. mogę przestać być miła, jeśli będziesz tak do mnie mówił. - powiedziała chłopakowi i trzepnęła go w ramie ze ścierki. Stała podpierając się o blat i patrzyła jak chłopak mistrzowsko radzi sobie z karpiem.
Już do rozpoczęcia wigilii, chłopak siedział w kuchni pomagając w przygotowaniu potraw. Bawił się przy tym świetnie a przy okazji pochwalił się swoim talentem kulinarnym. Tosia kiedy ujrzała całą trójkę w fartuchach przygotowującą już ostatnie drobne szczegóły kolacji wybuchnęła śmiechem i wyszła z kuchni.
Po kolacji wigilijnej Adrian i Tosia wybrali się na spacer. Chłopak już od dłuższego czasu zauważył że jego dziewczyna ciągle pisze z kimś sms'y. Zmartwiony całą sytuacją łamał się, aby nie sprawdzić jej telefonu. Nie zrobił tego.
- Powiem prosto, czy ja mogę wiedzieć z kim ty tak ciągle piszesz? - syknął chłopak przygryzając wargę i mocniej chwytając rękę dziewczyny. Zmieszała się.
- Z.. Z Viktorią, bo ten.. pyta kiedy wracam. - Zarumieniła się, chłopak spojrzał na nią, unikała jego wzroku, była cholernie zmieszana i szybko schowała telefon. Puścił jej rękę, zatrzymał się, chwycił dziewczynę za ramiona i swoimi silnymi dłońmi przyciągnął ją do siebie.
- Patrz na mnie! - syknął przygryzając wargę. Emocje gotowały się w nim, wyglądało że zaraz wybuchnie jak dynamit. - To Fabian! Kochasz Go! Kochasz Go? Nic nie mówisz? Wiedziałem! Skurwysyn wiedziałem, że prędzej czy później namiesza Ci w głowie i zostawisz mnie. Chcesz teraz odejść? Po to zabrałaś mnie na ten spacer, teraz kiedy moja matka zmarła i na świecie nie mam nikogo prócz Ciebie!? Tak bardzo Cię kochasz, wierzyłem Ci. A tobie jednak mimo wszystko zależy na nim. dobrze.. - Dziewczyna nie wytrzymała. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy, które chłopak szybko wycierał kciukami. - Tak to On. Nie, kocham Ciebie i tylko Ciebie. Nie wyobrażam sobie już życia, kiedy mi Ciebie zabraknie. Spójrz czasem w lustro a zobaczysz cały mój świat. Nigdy Cie nie zostawię, ale jeżeli będziesz robił mi awantury o byłego chłopaka, i o głupie kilka sms'ów, ja nie wytrzymam! - krzyczała dziewczyna. Wyrwała się z jego uścisków i zawróciła z stronę domu. Chłopak chwycił ją za nadgarstek.
- Zostaw mnie! Przemyśl lepiej swoje zachowanie i wracaj do domu, a ja idę! - krzyknęła i poszła. Po jej policzkach spływało morze łez, a On stał patrząc się jak dziewczyna odchodzi. To już kolejna sytuacja, kiedy stał ślepo wpatrzony w jej kroki, odchodziła. Kidy zerwał się, dziewczyny nie było już widać. Szedł sam, kopiąc co trochę jakiś kamień. Zastanawiał się jak ich życie będzie wyglądało jeśli będzie taki zazdrosny.
wszedł do jej pokoju. Nie zauważyła jego obecności, na uszach miała słuchawki, siedziała po turecku na tapczanie, z zamkniętymi oczami głowę miała uniesioną do sufitu. Wszystko o czym teraz marzyło, to jego obecność przy niej, przytulając ją i przepraszając przyrzekając że już nigdy się tak nie zachowa. Kochała go i była w stanie wybaczyć wszystko, byleby tylko był przy niej. Usłyszała stuknięte kluczy o szafkę, delikatnie otworzyła oczy. Kiedy tylko zobaczyła że to On zrzuciła z siebie słuchawki, podbiegła do niego rzucając mu się na szyję.
- Przepraszam, kocham Cię. Więcej już tak nie postąpię, wybacz. Proszę.- mówiła to błagalnym tonem, a w międzyczasie zdążyła pocałować go chyba 18321652325 razy.
- Nie potrafię się na Ciebie gniewać, ja tez przepraszam. - Para położyła się na łóżko, mimo tego, że po chwili wstali i wybrali się razem na pasterkę.

niedziela, 11 grudnia 2011

6.

Para weszła do domu, a od progu przywitała ich zatroskana mama dziewczyny.
- Powiedz mi czemu wybiegłaś nie ubrana i nawet nie poinformowałaś mnie, że wychodzisz. Wiesz jak się martwiłam.. - po chwili powstrzymała się od robienia wyrzutów, bo dotarło do niej, że oboje mają zaszklone oczy. Rozebrali się, a mama poszła zaparzyć im ciepłą herbatę, ponieważ na pierwszy rzut oka było widać, że nie tyle Tosia, co Adrian był przemarznięty. Weszli do pokoju i usiedli na kanapie, przykryli się kocem. W końcu kobieta przyniosła im herbaty i postawiła na stół. Usiadła w fotelu na przeciwko. Po jej minie można było wywnioskować, że zaraz zacznie pytać co się stało, ponieważ bardzo martwiła się o swoją córkę, ale także eo jej chłopaka.
- Proszę, powiedzcie co się stało? Przecież Tosia jutro wyjeżdżamy, a wy przychodzicie z minami, cali zapłakani, jak by ktoś umarł. - Mama powiedziała to w żartach, jednak jeszcze nie wiedziała co stało się na prawdę. Adrian nie był w stanie opowiadać, o całej tragedii jaka go spotkała. Nie miał już praktycznie nikogo po za kuzynką, ciocią, babcią no i Tosią. Rodzina Ojca? z nią nie utrzymywał kontaktu. Dziewczyna zaczęła opowiadać swojej mamie, całą sytuacje, a po policzku Adriana mimowolnie zaczęły spływać łzy.
- Mama Adriana nie żyje. Zginęła w wypadku, dzisiaj po południu. Nie został mu nikt po za kuzynką, ciocią, babcią i mną. - Oczy Kobiety zaszkliły się, a Tosia mimo łez ciągnęła dalej. - Nie wyjadę teraz bez niego. Ni zostawię go tu, boję się, że coś sobie zrobi. Jeżeli On nie pojedzie, to ja również nie. - każdy w tym pokoju miał łzy w oczach. Matka siedziała w ciszy przez 10 minut.
- Dobrze może jechać, zadzwonię tylko jeszcze do Marty i powiem jej o wydarzeniu. Jej dom jest duży wiec bez problemu się pomieścimy. - w tym samym czasie do pokoju wszedł Patryk. Jemu humor dopisywał, ponieważ w pokoju do góry siedziała Jagoda już od 30 minut. Chłopak, po ujrzeniu grobowych min całej trójki i łez w oczach Tosi oraz Adriana stanął jak zamurowany krok za drzwiami.
- Co, co się stało? - przerażony zapytał. Nikt nie udzielił mu od razu odpowiedzi. Tosia wstała wzięła kubek swój i chłopaka w rękę po czym poszła po schodach do góry. Matka opowiedziała Patrykowi całą historie, i to, że Adrian jedzie z nimi do Tenczyna. Chłopak nie zdołał ukryć szoku, jaki przeżywał, ale lubił Adriana i cieszył się, że pojedzie z nimi.
Tosia kazała wejść Adrianowi do swojego pokoju, a sama poszła przywitać i pożegnać się z Jagą. Kilka chwil później siedziała już obok chłopaka na łóżku. Milczeli. W końcu zadzwonił dzwonek do drzwi. Mama nastolatków otwarła i wpuściła do góry Viktorię. Dziewczyna wiedziała już o całym zajściu, tak wiec weszła do pokoju i pierwsze jej słowa po zobaczeniu pary siedzącej razem i opierające się o siebie ze łzami w oczach, było.
- Jest mi strasznie przykro Adi, wiem, że moje słowa nic nie zmienią, ale trzymaj się stary. A ty Tosia, jak przed wyjazdem? - Tosia wstała do Viktori i rzuciła się jej na szyję. Obie dziewczyny się rozpłakały.
- Nie zobaczymy się przez miesiąc, będę dzwonić! wytrzymasz tu beze mnie! - Mówiła Tosia.
- Ok, ale nie zapomnij dzwonić, ja też będę. Wpadłam tylko na chwilę, mój tata czeka na dole w samochodzie. Będę tęsknić Antosiu, pa. - Dziewczyna przytuliła przyjaciółkę mocno i skierowała się do wyjścia. Nastolatka spojrzała na zegarek. Było przed 21, a przecież jutro o 9 rano wyjeżdżali. Adrian był nie spakowany.
- Ruszaj się, idziemy się spakować. Sam tam nie pójdziesz idę z Tobą, no już. Wstawaj! - powiedziała z entuzjazmem Tosia. Zeszli na dół, mama wiedziała gdzie idą dlatego nic nie mówiła. Ubrali się i wyszli na mróz, daleko nie mieli wiec po 15 minutach wchodzili do bloku. Adrian od kluczył mieszkanie i trzymając się za ręce weszli do środka. Panowała tam cholerna cisza.Mrok pomieszczeń rozświetliło światło, które włączył chłopak w swoim pokoju. Poszedł do pokoju obok i przyniósł wielką torbę podróżną. Zaczęli wspólnie pakować wszystkie ubrania i najpotrzebniejsze rzeczy typu ładowarka, szczoteczka.
Kiedy wszystko było dopięte już na ostatni guzik, Adrian wziął rentę jaką dostał po matce i wyszedł z dziewczyna z pomieszczenia. Szli spokojnie wtuleni w siebie, mimo, że było już po 23. Kidy weszli do domu Tosi, nie marzyli o niczym innym jak pójściu spać, w końcu trzeba było wstać wcześnie. Mama nastolatków rozłożyła na dole kanapę Adrianowi.
- Czuj się jak u siebie, szklanki są w szafie nad piecykiem, picie swoi na blacie jeżeli czegoś nie znajdziesz, służę pomocą. - zaśmiała się kobieta i wyszła z dużego pokoju.
Tosia owinięta w ciepły szlafrok, bez żadnego makijażu w kitce weszła do pokoju chłopaka. Zaśmiał się.
- Jesteś piękna i taka naturalna haha. - uśmiechnął się mimowolne patrząc na nią. Dziewczyna zrobiła obrażoną minę i również się uśmiechnęła.
- Oj przestań, wiem jak wyglądam. Dobranoc. - pocałowała chłopaka, a ten przyciągnął ją do siebie.
- Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiłaś. kocham Cię.
- ja Ciebie też, idź już spać. - odwróciła się z uśmiechem i weszła po schodach do góry. Położyła się o łóżka i zasnęła.
Obudził ją delikatny dotyk jego ręki na jej policzku. Od dawna nie wstawała z uśmiechem na twarzy. Leżała tak i nim się spostrzegła była 8. Wystartowała z łóżka biegnąć do łazienki, a Adrian już naszykowany zniósł jej torbę na dół, i usiadł na kanapie obok Patryka. Chłopacy od zawsze byli najlepszymi przyjaciółmi. Znali się od dziecka i wspólnie mieli mnóstwo wspomnień. Mogli gadać całą dobę i zawsze mieli temat, dosłownie jak dziewczyny. Nastała 9. wszyscy wsiedli do samochodu. wszystkie Toby był już w aucie, wszystko dopięte na ostatni guzik. Ruszyli, droga była śliska, ale Matka dzieci była doświadczonym kierowcą, także bez zbędnych korków dojechali na miejsce. Tam na podwórzu czekała już na nich Marta. Mimo -9 stopni, kobieta stała w rozpiętej kurtce, tylko szyję miała owiniętą szalem. Była przyzwyczajona do takich temperatur. Tosia pierwsza wybiegła z auta i rzuciła się na Martę. Miały ze sobą świetny kontakt, po chwili przedstawiła jej także Adriana, który był nieco skrępowanym całą sytuacją.

piątek, 9 grudnia 2011

5.

Po niecałych 3 godzinach dom prawie, że błyszczał. Posprzątali cały bałagan, po imprezie praktycznie nie było już śladu. Trochę czasu im zostało, także mieli czas aby ogarnąć swój wygląd, wykąpać się, uczesać i ubrać w coś przyzwoitego, ponieważ ich babcia miała na tym punkcie hopla.
Po obiedzie, kiedy wrócili do domu rozeszli sie do swoich pokoi, a mama usiadła na krześle w jadalni i zaczęła przeglądać pocztę. rachunki, rachunki, rachunki.. i nagle, zobaczyła imię i nazwisko ojca dzieci. Przerażona nerwowo otwierała kopertę i wyszarpnęła list ze środka. Otworzyła go, nie wahając się ani chwili dłużej. Podparła głowę na lewej ręce i zaczęła czytać ze strachem w oczach. Kiedy przeczytała list jej oczy zaszkliły się i schowała głowę w dłonie. Siedziała tak z 15 min, po czym podniosła się, pozbierała do kupy i zaczęła pakować. W planach miała wyjechać stąd na jakiś czas, do swojej siostry Marty, która mieszka w malowniczej miejscowości Tenczyn, niedaleko zakopanego. Powrót planowała dopiero po nowym roku, chciała spędzić święta i sylwester tam, bo czuła się bezpiecznie.
Nic nie mówiąc nastolatką zaczęła się pakować i wszystkie swoje rzeczy. Jutro z rana zamierzała wyjechać. była pewna, że jej siostra przyjmie ją wraz z dziećmi. Jej dom był za duży jak na jedną osobę, a rodzeństwo bardzo dobrze dogadywało się z Martą, mówili jej po imieniu ponieważ kobieta była młoda. Matka dzieci, zdecydowała wejść po góry do pokoju Tosi i powiedzieć jej o wszystkim. Bała się reakcji dziewczyny w końcu miała tutaj mężczyznę z którym dogadywała się wprost doskonale, był też Fabian, Vika i dziewczyny z którymi mała plany sylwestrowe. A teraz? teraz Ona musi odebrać jej plany, bo muszą wyjechać. Patryk? Patryk miał to samo stało dziewczynę, kumpli, koleżanki, plany z Tosią mieli wspólne, właściwie organizowali razem imprezę na wynajętej salce. Zapukała do drzwi, i delikatnie przycisnęła klamkę. Tosia siedziała na łóżku po turecku z laptopem na kolanach i rozmyślała nad czymś.
- Mogę Ci przeszkodzić? - powiedziała kobieta ze smutkiem w głosie. Wiedziała, że poinformowanie córki o tym wszystkim będzie ciężkie, dlatego wolała zrobić to w obecności Patryka, żeby dwa razy nie przeżywać tego samego.
- Pewnie, siadaj. - odpowiedziała patrząc się w komputer.
- Napisz Patrykowi na gg, niech ty przyjdzie. - Tak, może i jest to śmiesznie, ale jak siedzieli w innych pokojach to albo pisali sms albo informowali się na gg. Kilka chwil potem Patryk już siedział na skraju łóżka zniecierpliwiony, co też mama ma im do powiedzenia i to tak nagle.
- Wiec.. nie wiem jak zacząć, boję się waszej reakcji. No ale cóż. Wyjeżdżamy, jutro z rana, do Marty. Wrócimy po sylwestrze.. - nagle Tosia jej przerwała.
- alee.. ale..
- zaczekaj, niech dokończę. Musimy. Nie rujnowała bym Wam planów na sylwester gdyby to nie było konieczne. Wasz ojciec napisał, będzie tu jutro po południu. Dlatego wyjedziemy do Marty. On nie wie gdzie ona mieszka. Nigdy się nie poznali. Przepraszam Was.. na prawdę.. - w tym momencie rozpłakała się. Bardzo kochała swoje dzieci i zawsze chciała dla nich jak najlepiej. Przecież byli wszystkim dla niej.
- Mamo, a kiedy mam pożegnać się z Adrianem? A jak przez ten czas wszystko się rozpadnie? - mówiła przez łzy dziewczyna, która też już nie wytrzymała . Tylko Patryk się trzymał, ledwo.
- Ja i Jagoda? Tosia i Adrian? jeżeli to przepadnie? to do czego my wrócimy? jak to sobie wyobrażasz? - siedzieli tak wtuleni wszyscy w siebie. Kidy mama dzieci w końcu pozbierała się do kupy powiedziała.
- No nic, umówcie się ze swoimi, ja Was spakuje. Chociaż tak mogę Wam to wynagrodzić. A i wyjeżdżamy jutro o 9 rano. - mówiąc to zakasała rękawy i wyszła z pokoju szukać torb podróżnych.
Tosia chwyciła za telefon i wybrała numer 'Adrian'. Nie odbierał, więc postanowiła, że do niego pójdzie. Pewnie pije z kumplami pod blokiem - myślała wkurzona. nienawidziła kiedy chłopak pił, ponieważ matka opowiadała jej, że jej ojciec był alkoholikiem. Zbiegła po schodach, wciągając na siebie płaszcz. Założyła buty i bez szalika, bez rękawiczek, bez czapki wybiegł na trzaskający mróz. Była tak cholernie zdenerwowana, że rozwaliła by każdego kto stanie na jej drodze. Była załamana tą nagłą zmiana planów w domu, a teraz jeszcze Adrian, biegła chodnikiem wzdłuż Malty, w stronę ławki na której zawsze siedział. Był. Jego twarz była kompletnie przepita, a oczy aż zamykały się. Siedział sam, na oparciu ławki, wpatrując się w wodę i popijając już naste piwo.
- Pijesz! Cholera, starasz się o mnie, mówisz, że zależy Ci na mnie, jak na nikim innym a potem wykręcasz mi numery. nie odbierasz telefonu, siedzisz pijesz i nawet nie słuchasz tego co do Ciebie mówię. Jesteś jakiś obojętny na wszystko co do Ciebie mówię! Słyszy, dlaczego znów pijesz!?
- Bo potrzebuję pić.. - odpowiedział jej cicho, nie spoglądając nawet na nią. Drżał z zimna, a jego oczy zaszkliły się. Antosia nie wytrzymała i zaczęła wrzeszczeć przez łzy.
- Spójrz na mnie! - krzyknęła a łza spływała jej po policzku. - Jeżeli na prawdę chcesz być sam, to mi powiedz prosto. A nie udawaj, że Ci zależy, że się strasz. Ja na prawdę Cię pokochałam, a Ty? pewnie masz mnie już w dupie. Widzisz te łzy? - pokazała palcem, na załzawione oczy - one są właśnie przez Ciebie kurwa! - rozpłakała się, i odwróciła na pięcie. Chłopak patrzył jak odchodzi, lecz ani drgnął. kiedy się ocknął, wstał, krzyknął.
- Tosia! - odwróciła się, jednak nie stanęła. - Zaczekaj, proszę! - krzyczał i próbował biec za nią. Dziewczyna zatrzymała się i poczekała. Chwilę później, chłopak stał zmarznięty już koło niej. Przyciągnął ją do siebie i wtulił się w nią. Był zimny i przemarznięty. Wyszeptał jej do ucha przez łzy.
- Straciłem matkę. Kobietę, która była najważniejsza dla mnie. Zostałaś mi tylko Ty. Proszę nie zostawiaj mnie teraz. Bądź tu ze mną. Proszę Cię. - chłopak rozpłakał jej się w ramionach, a Tosia? co ona mogła zrobić, przecież to nie ona decydowała o tym nagłym wyjeździe.
- Kocham Cię, najmocniej, ponad wszystko. Wyjeżdżam pod Zakopane, wracam po sylwestrze. - Płakała mu w ramie, a on załamany nie potrafił wydusić z siebie ani słowa.
- To co będzie z nami? Nie rób mi tego zostań, bo na Tobie kończy się mój świat. Odejdę, nie dam rady. Proszę Cię. Kocham Cię.
- To może, pojedziesz ze mną? Jeśli chcesz, i moja mama się zgodzi to jedź ze mną. Spędzimy sylwester razem, zdala od tego wszystkiego. Odpoczniemy. Błagam tylko sobie nic nie rób jesteś najważniejszym mężczyzną w moim życiu, jedź ze mną. A teraz chodźmy do mnie, nie wrócisz tam, boję się o Ciebie. - dziewczyna chwyciła chłopaka za rękę i poszli do niej.

piątek, 2 grudnia 2011

4.

W końcu nastał dzień, 6 grudnia, mikołajki, kiedy Patryk wyprawiał swoje 17 urodziny. Wszystko było już przygotowane, jedzenie na stole, płyty ze świetną muzyką leżały już obok kina domowego, salon by posprzątany, a kanapa przesunięta w taki sposób, aby można było potańczyć. Właściwie, to ten fragment pokoju, przypominał parkiet. Matka nastolatków, przygotowywała się do wyjazdu, Patryk siedział zniecierpliwiony na kanapie oglądając MTV a Tosia siedziała w łazience od dobrej godziny. 
- Dzeci! - nagle rozległ się donośny głos matki. - wrócę jutro około godziny 15, żeby wziąć Was na obiad do babci, bo coś wydaje mi się, że jutro szybciej się nie pozbieracie! i pamiętajcie co mówiłam, nie roznieście domu. Już jadę, miłej zabawy. pa! - krzyczała z korytarza kobieta.
- Ok, pa. dzięki. - zareagował leniwie chłopak po czym kontynuował oglądanie telewizora. 
W końcu wybiła 19.00 kilka gości siedziało już w salonie, a konkretnie wszyscy prócz Viktorii i Jagody.Patryk siedział niby zdenerwowany ale i zmartwiony, że jego 'przyszła' dziewczyna, bo zamierzał zapytać się jej dziś, nie przyjdzie. Po chwili rozległ się dzwonek do drzwi, Patryk zerwał się i pobiegł ku nim, otwierając jak torpeda. 
- Hej. - weszła Jagoda dając chłopakowi buziaka w policzek. - Wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń i w ogóle wszystkiego czego tylko zapragniesz! - powiedziały obie na raz i wręczyły mu wielki prezent. 
Gdy wszyscy goście zebrali się już w salonie, Tosia przyniosła literatki do szampana, postawiła je na stole i usiadła obok Adriana. Fabiana, na imprezie nie było, ponieważ Patryk, jak i jego przyjaciel Adii nie trawili faceta. Rozległ się huk otwieranego szampana i pisk zdumionych ludzi. Po chwili wszyscy śmiali się, zabierając napełnione już literatki i wstając aby zaraz wznieść toast za solenizanta. 
- Niech żyje sto lat! - wykrzyknął jakiś głos po czym wszyscy zaczęli stukać się szklankami i pić szampana.
Po jakiś 3 godzinach imprezy wszyscy byli już nie źle wstawieni. Patryk tańczył właśnie z Jagodą, mimo, że leciała piosenka LMFAO - sexy and i know it oni tańczyli wolno, wtuleni w siebie. Chłopak za wszelką cenę próbował przełamać swój lek i zapytać w końcu dziewczynę, czy chce z nim być. 
- Muszę Ci coś powiedzieć.. -wyszeptał jej do ucha. - ale to nie tu, chodźmy do mojego pokoju. - dodał i pociągnął dziewczynę za rękę po schodach do góry. Weszli do pokoju, usiedli na łóżku.
- No, słucham. O czym tak ważnym chciałeś mnie poinformować, że aż zaciągnąłeś mnie tu? - zaśmiała się dziewczyna. Mina chłopaka przypominała trochę minę srającego kota na pustyni, ale nie przejmował się tym. Przygryzał wargę i nerwowo wyginał palce u rąk.
- No dobra. Bo jest taka akcja. Jesteś na.. naa prawdę fajna i w ogóle. - jąkał się chłopak, próbując jakoś wydusić z siebie to jedno zdanie. 
- ślicznie wyglądasz jak się zawstydzisz i tak zajebiście przygryzasz wargę. - zaśmiała się z niego znów. A On odwzajemnij jej uśmiech i dalej taki nerwowy próbował kontynuować wypowiedzenie tego jakże banalnego zdania, które jednak mimo wszystko mogła zmienić jego przyszłość. 
- No wiec, nie będę owijał w bawełne.. ja.. - głos mu się załamał. Zamknął oczy wziął głęboki oddech, przesunął się do dziewczyny i spojrzał w jej oczy. - ja po prostu kocham Cię jak pojebany, szaleje za Tobą i od dłuższego czasu myślę tylko o tobie i w chuj Cię kocham ale chyba już to mówiłem, nie pamiętam i będziesz ze mną? ale powiedz, że tak, bo jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu i Cię kocham i potrzebuje kocham noo i na prawdę ja chce ...
- Opanuj się Patryk! - jej oczy zaszkliły się, a twarz zagospodarował wielki uśmiech. - ja też Cię kocham głupku, czuję to samo! tak, będę! - rzuciła mu się na szyję a on pocałował ją lekko.
Całując się tak, nawet się nie spostrzegli jak w tym pokoju zleciało im dobre 40 min. Zerwali się, bo usłyszeli huk i jak by tłukące się szkło i zaraz po nim upadające ciało i śmiech wszystkich w okół. Zbiegli na dół, a tam po drugiej stronie blatu leżała Vika z potłuczoną szklanką. Ich pierwsza reakcja to śmiech, mimo, że nie widzieli całego zajścia musiało to cholernie komicznie wyglądać. Młoda była już nie źle wstawiona, więc nie ma się co dziwić, że dostawała nalotów na banie.
- Antosia, co tu się stało? - Patryk zapytał dziewczynę, ale ona też już nie bardzo jarzyła co się do niej mówi. Jednym słowem Patryk i jagoda byli tu najbardziej trzeźwymi osobami, mimo, że swoje wypili. 
- bo ona przeleciała... przeleciała bez blat hahaha. - wydukała i nagle wszscy wybuchli komicznym śmiechem. - przeleciała, bo myślałam, że w taki sposób, złapie szklankę. - nikt nie mógł powstrzymać się od śmiechu, kilka osób leżało na podłodze śmiejąc się niemiłosiernie, a to była dopiero 24. Po posprzątaniu szkła impreza zaczęła toczyć się dalej, a Adrian wziął sprawę w swoje ręce widząc, że jego przyjacielowi się udało zdobyć pannę, pomyślał, że on też zdobędzie Antosie. 
Godzinę później  nikt już nic nie pamiętał. Mimo, że nikt nie rozszedł się do swoich domów impreza się skończyła. Połowie ekipy urwał się film, napojów wysoko procentowych zabrakło, jedzenia też zostało już tyle co nic i nikomu nic się nie chciało. Z rana około godziny 11 Patryk przebudził się, rozejrzał się w okół. Na nim spała Jagoda, spali na podłodze w kuchni, obok blatu przez który przeleciała Viktoria. Parkiet był trochę zarzygany, wszędzie walały się jakieś szmaty, a koło schodów na starym materacu wyciągniętym z pywnicy stali Adrian i Tosia. Dom wyglądał jak po przejściu tsunami, a do przyjazdu mamy zostały zaledwie 4 godziny. Trzeba było budzić wszystkich, każdy powinien wziąć zimny prysznic i zacząć sprzątać to całe pobojowisko. 

piątek, 18 listopada 2011

3.

Tosia wbiegła do pokoju i rzuciła się na łóżko, w tym samym czasie odebrała Viktoria.
- No cześć Vika! bierz dziewczyny i przyjdźcie do mnie bo umrę na palpitację serca. - krzyczała z cholerną radością w głosie i przeogromnym uśmiechem na twarzy.
- No dobra, uspokój się. Będziemy za 30 minut. Pa - odpowiedziała spokojnie i rozłączyła się. Dziewczyna nadal leżała. Nic do niej nie docierało, mimo, że mama wołała ją z dołu bo zrobiła już herbatę. Jej myśli kręciły się tylko w ogół Adriana.
W tym samym czasie, Patryk rozmawiał z chłopakiem. Był on również przejęty jak Tosia, a brat cieszył się ze szczęścia siostry i najlepszego kumpla. Fabian, według niego, zawsze odbiegał od reszty.
- słuchaj stary, Twoja siostra jest prze zajebista. nawet ją pocałowałem, ogarniasz to? - ciągnął z entuzjazmem Adii, chociaż wiedział, że się powtarza. Był zauroczony Tosią.
- słuchaj, ja to bym chciał, żeby Ona była z Tobą. Ale wiem też, że zależy jej na Fabianie i on działa na nią, jak magnez. Musisz wygrać walkę o nią. Najlepiej postąp szybko i zdecydowanie, żeby On nie zdążył odebrać Ci jej. Ja tam za nim nie przepadam. Ale musisz, wiedzieć też, że jeżeli będzie przez Ciebie płakać, lub złamiesz jej serce, ja złamie Ci nos. Zastanów się poważnie! Nara stary. - nagadał poważnie chłopakowi i rozłączył się z wielką nadzieją, że go posłucha bo przecież Adrian jest normalny, nie to co ten drugi.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Antosia zbiegła po schodach jak najszybciej mogła otworzyła drzwi i stanęła jak wryta, a oczy zaświeciły jej się jak dwa, wielkie niebieskie iskierki. Nie spodziewała się tego, co zobaczyła.
- Cześć Antosiu.
- cze.. czeeść Faa.. Faabian. - wyjąkała dziewczyna. Poczuła jak by nagle, całe jej uczucia i rozmyślenia na temat Adka, opadły na samo dno jej serca a ich miejsce zajęły słowa "Fabian wrócił!". Nie potrafiła się ruszyć, stała tak w bezruchu z rozchylonymi wargami i szeroko otwartymi oczami przez 5 minut.
- Nie zaprosisz mnie do środka? - zapytał z tym jego powalającym uśmiechem. Tosia ocknęła się.
- A no, jasne wejdź! Idź do góry, pierwsze drzwi na lewo. Ja zrobię herbatę. - oznajmiła mu dziewczyna. Wyraz jej twarzy przybrał w miarę normalną postać, ale oczy dalej błyszczały.
- Nie trzeba ja podziękuje. - powiedział chłopak i poszedł do góry. Dziewczyna ekspresowo wzięła swoja herbatę i powiedziała Patrykowi, żeby przetrzymał dziewczyny jak przyjdą bo do góry jest Fabian. Nastolatek niechętnie kiwnął przytakująco głową, a jego mina przypominała obrzydzenie. Wbiegła po schodach do góry, weszła do pokoju.
- Przyszedłem boo.. bo ja Cię przepraszam, że nie odzywałem się przez tydzień po tym jak się całowaliśmy, ale ja po prostu nie mogłem. Wyjechałem z rodziną na taki mały obóz. - tłumaczył się.
- Na obóz? - kiwała głową z niedowierzającą miną. - w środku zimy tak ni stąd ni zowąt wybraliście się na rodzinny obóz? -dziewczyna patrzyła na niego jak na idiote, myśląc, że większej bzdury w życiu nie słyszała. Fabian zmieszał się, przetarł twarz dłońmi i powiedział.
- Może źle to ująłem. To było bardziej takie zintegrowanie, taka tam tygodniowa wycieczka. Na prawdę bardzo Cię przepraszam.. a Co do tamtego sms'a to zależy mi na Tobie, nie całował bym Cię gdyby jednak było inaczej. - spuścił głowę w dół i kącikiem oka spoglądał na minę dziewczyny.
- No dobra, wierzę Ci. - uśmiechnęła się do niego i szturchnęła go w ramię. Chłopak zbliżył się do niej i pocałował ją. Tosia nie wiedziała co ma robić. Odprowadziła chłopaka do drzwi.
- No to cześć. Do zobaczenia w poniedziałek. - uśmiechnęła się dziewczyna. I juz chciała zamykać drzwi.
- Poniedziałek? to nie chcesz mnie widzieć jutro, w niedzielę? - zapytał i spojrzał na nią tymi swoimi złotymi oczami, które były cholernie rzadko spotykane, właściwie o nikogo jeszcze nie widziała tak cholernie pięknych oczów.
- Chcę. - zawahała się. Jednak po chwili stanowczo powiedziała. - Tak, chcę. Zadzwoń. - Chłopak pocałował się i wyszedł. Przez okno widziała jak mija się z Viką, Martyną i Jagodą. Te zaś patrzyły się na niego dziwnie, prócz Martyny, która świata po za nim nie widziała, a On nie widział jej. Przyjaciółki weszły do domu i od przekroczenia progu padło około 100 pytań na temat Fabiana z ust Viktorii i Jagody, tylko Martyna milczała. Po chwili jednak Vika zorientowała się, że przecież chodziło o Adriana. I uśmiech z twarzy Tosi bardzo szybko zszedł, posmutniała. Teraz już sama nie wiedziała co czuje do Fabiana a co do Adriana i czy któregoś z nich tak właściwie na prawdę kocha. Weszły do pokoju. Po godzinie plotek o chłopakach Jaga i Martyna poszły. Viktoria została, by wesprzeć i pomóc przyjaciółce. W końcu to ona znała ją najlepiej, bo znały się od małego. Problem Antosii jednak nie łatwo jest rozwiązać, ponieważ oby dwaj nie są jej obojętni, każdy na swój sposób jej ważny i wyjątkowy w jej życiu. Jednak mimo wszystko, bardziej chyba ciągnęło ją ku Fabianowi.
- Porozmawiaj z Patrykiem on zna obu chłopców świetnie, pomoże Ci. - doradziła jej Vika. Tosia tylko pokiwała przecząco głową, bo wiedziała jak Patryk bardzo nie chce, by ona w jakikolwiek sposób wiązała się z Fabianem. Sądził, że Fabian na pewno po miesiącu, góra dwóch ją zostawi. Jednak Ona miała o nim dość odległe zdanie od brata.
- Chyba jeszcze raz szczerze pogadam z Adrianem, a potem z Fabianem i w tedy zadecyduję, chodź nie będzie to łatwe. Boję się zranić Adriana, On jest zbyt zakochany we mnie i wrażliwy, boje się, że jeżeli wybiorę Fabiana On coś sobie zrobi. Ale mam też obawy, czy znów Fabianowi nie chodzi o łóżko, on jest jakiś dziwny, odległy od reszty chłopaków z wyglądu, charakteru, zachowania. Jest taki.. taki wyjątkowy.

wtorek, 15 listopada 2011

2.

Impreza miała być duża. Jagoda, Viktoria, Adrian, Fabian, Martyna to podstawowi goście, bez których dla Patryka impreza nie miała by sensu. Po za tym zaprosił jeszcze paru kumpli z klasy, kilka dziewczyn i lista gości była gotowa. Mimo, że to były dopiero 17 urodziny, chłopak bardzo chciał mieć mega imprezę. Pełno żarcia, głośna muzyka, karaoke, świetna atmosfera. Urodziny miały odbyć się w domu, bo mimo, że mają duży ogród z tarasem, na początku grudnia, raczej miło tam nie będzie. Matka dzieci w tym czasie, miała nocować u babci nastolatków, która mieszkała kilometr dalej. Z racji iż kobieta ufała swoim potomkom pozwoliła im zorganizować imprezę tak jak będę chcieli. Zabroniła tylko jednego.
- Dobra, zgadzam się na całą imprezę. Tylko Tosia i jej koleżanki i w ogóle wszystkie osoby do piętnastego roku życia nie dotykają alkoholu, zrozumiano? - postawiła warunek.
- Ale mamoo.. ja i tak za miesiąc mam 16 lat. nie przesadzaj! - oburzyła się Tosia.
- Moja droga, powiedziałam nie i koniec. - stanowczym głosem zarządziła kobieta i wstała od stołu. - Ile osób przewidujesz i za jaką pulę pieniędzy chcesz wyprawić urodziny?
- Osób ? hmm 10 licząc ze mną i Tosią. a jeżeli chodzi o pieniądze to myślę że 200 zł spokojnie wystarczy. - powiedział spokojnie. Mama stanęła przez chwile nie mówiąc nic. Po wyrazie jej twarzy można było spokojnie wywnioskować, że myśli nad faktem.
- Dobrze, tylko pamiętaj co powiedziałam. i ty Tosiu, tez pamiętaj. Czyli urodziny wyprawiasz 3 grudnia, akurat jest to sobota i równa data twoich urodzin. Ja w tym czasie będę nocować u babci Zosi, a wy macie się na tyle zachowywać, żeby czasami nie zawitała tu policja i żeby sąsiedzi się nie skarżyli, zrozumiano?
- Pewnie mamo, poradzimy sobie. a po za tym, sąsiedzi są na tyle fajni, że zawsze można z nimi się jakoś porozumieć, co nie Antosia? - powiedział Patryk z wielkim uśmiechem, widać było, że żyje on już imprezą, chodź ona, dopiero za tydzień. Dziewczyna pokiwała głową i uśmiechnęła się po czym wstała od stołu i poszła do góry nic nie mówiąc. Kobieta i chłopak, dość dziwnie się popatrzyli, ponieważ nigdy nie jest taka spokojna i małomówna. Zawsze się śmieje, i tyle gada, że trudno jej przeszkodzić.
Antosia, weszła do pokoju i z telefonem w ręce rzuciła się na łóżko. W jej głowie był jeden wielki burdel a myśli kręciły się tylko w okół Fabiana, Adriana i sytuacji z ojcem. Nie myślała o urodzinach Patryka, właściwie nawet ją nie obchodziła. Zastanawiała się ciągle czy mężczyzna da jej spokój i nigdy więcej nie pojawi się w jej życiu, czy może zacznie ją nachodzić, szarpać na ulicy lub próbować jakkolwiek skontaktować się z nią. Ale ta sprawa wydawała się być pikusiem przy tym co tak na prawdę w głębi duszy leżało jej na sercu. Fabian pocałował ją przy szkole, a znów Adrian pisał jej ciągle jak mu na niej zależy i chciał się spotkać. Tosia nie miała pojęcia co za tym wszystkim zrobić. Wzięła telefon i napisała sms: "nie wiem właściwie czy Ci na mnie zależy, zachowujesz się dość dziwnie. chcesz się spotkać? może jakoś to wyjaśnimy" wybrała opcję wyślij do wielu, po czym Adrian i Fabian i wcisnęła wyślij. Bardzo zastanawiało ją, który pierwszy odpisze i jak będą wyglądać smsy. Leżała i myślała, po chwili jej telefon zaczął wibrować. Adrian. Dziewczyna nie spodziewała się tak szybkiej reakcji chłopaka. Otworzyła wiadomość: "zależy mi na Tobie! zrozum to. może tak sądzisz, bo uganiasz się tylko za Fabianem, który kręci z każdą po kolei. a co ja mam zrobić, jak ty nie zwracasz na mnie uwagi. to za 20 min. w parku przy Malcie?". Dziewczyna leżała na łóżku z wielkim uśmiechem a serce łomotało jej jak dzwon. W tym czasie, do pokoju wszedł Patryk.
- Ej siostra co ty takie zmiany humory, teraz leżysz z wielkim uśmiechem a serce łomocze Ci jak byś miała palpitacje serca. Co się takiego stalo? - zapytał uśmiechając się i usiadł obok niej. Dziewczyna bez ruchu leżała i napisała esa: "spoko". Nic więcej nie potrafiła zrobić. W końcu otrząsnęła się, wstała i powiedziała tylko patrząc Patrykowi prosto w oczy
- Adrian. - wydawało się, że jej oczy przez chwilę zmieniły kształt na dwa serduszka. Tosia wybiegła z pokoju, i zaczęła się przebierać, malować aż w końcu tylko krzyknęła
- Wychodzę mamo! nie wiem o której wrócę. - i wybiegła niczym nowo narodzona, z wielkim uśmiechem na twarzy. Mama stanęła w drzwiach pokoju jak wryta, patrząc na Patryka, który z taką samą miną stał na schodach.
- Boże co z tą dziewczyną się dzieje? zakochała się, czy co? - zaśmiała się mama i odwróciła idąc powoli w stronę kuchni.
- A no, żebyś wiedziała zakochała się. I w końcu w odpowiednim. - pokiwał głową Patryk i wskoczył na kanapę włączając telewizor.
Na ławce koło kolumn, czekał już Adrian. Tosia poprawiła grzywkę i włosy, podeszła do chłopaka z uśmiechem.
- Cześć - powiedziała i usiadła koło niego. Adrian spojrzał się.
- Hej, ślicznie wyglądasz. - uśmiechnął się i dał nastolatce buziaka w policzek. Tosia zarumieniła się i zaczęli rozmowę. Spotkanie nie trwało zbyt długo, bo zaledwie 40 minut. Ale w tym czasie młodzież zdążyła sobie tyle wyjaśnić, że Fabian dla Antosi nie miał już znaczenie. Nie interesowało ją nawet to, czy opisze na jej sms'a. Ważne, że Adrian odprowadził ją pod dom i pocałował. Wtuliła sie w niego i wbiegła do domu. Rozebrała się w biegu, krzycząc:
- Wróciłam, zrób mi herbatę, lecę do góóry. - wykrzyczała radośnie dziewczyna wbiegając po schodach i wykręcając numer do swojej najlepszej przyjaciółki Viktorii. W tym samym czasie do Patryka zadzwonił Adrian, chcąc opowiedzieć przebieg sytuacji.
- Boże święty, ja własnej córki nie poznaje. Co się z nią stało? - powtarzała mama, wycierając naczynia.

poniedziałek, 14 listopada 2011

1.

Minął tydzień po ostatnim telefonie ojca. Było to dość podejrzane, bo na ogół dzwonił on częściej, żeby przekupić matkę nastolatków. Przecież On za wszelką cenę tak naglę chciał mieć swoje dzieci przy sobie. Jednak w domu panowała standardowa, miła i ciepła atmosfera. Wydawało się, jak by nikt nie pamiętał o telefonie faceta, właściwie im nieznanego.
Tosia uwielbiała zimę, zresztą jak wszyscy w rodzinie Gottbergów, (bo tak nazywała się ich rodzina) a to, że właśnie panowała wpływała na dziewczynę wręcz znakomicie. Codziennie, jak każdego ranka dziewczyna zeszła na dół w piżamie, do salonu aby zjeść coś przed szkołą.
- Cześć mamo! - powiedziała ziewając i przecierając oczy. Wlokła się jak by spała zaledwie godzinę.
- No cześć Tosiu. Chleb z pomidorem czy serek? a może jajecznica? - odpowiedziała rześko mama, która krzątała się od 40 minut po kuchni, mimo, że była godzina 6.53.
- Obojętnie. - odpowiedziała zaspanym głosem, kładąc przy tym głowę na stół.
- A gdzie jest Patryk? Pewnie nadal śpi. Matko Bosko, jaki on jest leniwy! Paaaaaatryk, Paaatryk wstawaj! - mama była dziś wyjątkowo w humorze, i tryskała pozytywną energią. Potrafiła nawet, odpowiadać sobie sama na pytania, przy czym czasami zabawnie to komentując.
- No idę przecież dopiero.. o kuur.. już 7, czemu mnie tak późno budzicie!? - wykrzyczał z pretensją zbiegając jak głupi po schodach.
- Twój budzik rąbał tak, że przekrzykiwał mój. Po prostu śpisz jak zabity. - skomentowała Antosia. Patryk spojrzał się na nią znacząco i oboje wybuchli durnym śmiechem, który często towarzyszył im przy śniadaniach. Mimo wielu kłótni, sprzeczek, bójek jakie ze sobą przetoczyli, widać było jak bardzo są ze sobą zżyciu i jakim uczuciem się darzą. Rodzeństwo w prost nie do skopiowania. Jeden za drugiego był w stanie zabić, a to wszystko tylko dla tego, że wychowali się bez ojca.
Za 20 siódma, oboje zeszli na dół, to przedpokoju, ubierać się. Mama czekała już na nich pod drzwiami z kluczykami w ręku. Po kilku minutach wsiedli do samochodu i ruszyli w drogę. Do szkoły mieli 3 kilometry, więc rodzicielka ich woziła. Chociaż czasem, dojeżdżali także autobusem.
- Przyjechać po Was? - zaproponowała mama.
- Niee. Po za tym ja chciałbym odprowadzić Jagodę, a Tosia kończy godzinę później. Poradzimy sobie. - Powiedział Patryk, dał mamie całusa i wyskoczył z auta, zaraz za nim Tosia. Rodzeństwo rozeszło się do swoich klas.
Po 7 godzinach ciężkiej nauki Patryk wyszedł ze szkoły wraz z Jagodą. Młodzież szła spokojnie parkiem. Śnieg delikatnie pruszył.
- Zimno mi, możemy przyspieszyć? - zaproponowała dziewczyna, która trzęsła się z zimna.
- Trzymaj mój szalik. - zaczął zakładać go dziewczynie i delikatnie przytulił ją do siebie. Jagoda nie protestowała. Stali tak chwilę wtuleni w siebie. aż w końcu ruszyli, bo rozpadało się bardziej. Pod domem dziewczyna oddała chłopakowi szalik i delikatnie cmoknęła w policzek.
- Dzięki. - wyszeptała, uśmiechnęła się i weszła do klatki. Jagoda mieszkała jakie 500 m od szkoły, także kiedy Patryk wyszedł już z parku, zobaczył jak jego siostra całuję się z Fabianem. Uśmiechnął się sam do siebie i postanowi poczekać aż chłopak odejdzie, by móc spokojnie podejść do siostry. Szkoda mu było tylko Adriana, który był bardzo zakochany w nastolatce, ale nie tylko w niej. Kiedy Fabian odszedł, Tosia już chciała przechodzić przez pasy, aż tu nagle czarne Audi A6, z przyciemnianymi szybami zatrzymało się na przejściu. Wysiadł z niego mężczyzna, o ciemnej karnacji, brunet i podszedł do Tosi. Widać było, że coś jej tłumaczy, po czym zaczął ją szarpać. Patryk, bez chwili namysłu zaczął biec w stronę samochodu. Odepchnął mężczyznę i schował dziewczynę za siebie.
- Kim pan jest? Czego od niej chcesz!? - krzyknął trzymając Tosie za sobą. Facet, zaśmiał się ironicznie i z szpanerskim uśmiechem powiedział.
- Jak to kim jestem? Co matka Wam zdjęć nie pokazuje? Jestem Waszym ojcem i przyjechałem Was zabrać. - stanowczo poinformował nastolatków.
- No to ma pan problem, bo my nigdzie z panem nie pojedziemy, do widzenia. - odwrócił się na pięcie pociągnął Tosię i szybko weszli do szkoły. Przez okno, widzieli tylko jak ich ojciec wsiada i odjeżdża. Prędko zatelefonowali do mamy, aby po ich przyjechała.
Kiedy byli już w domu, rozebrali się i opowiedzieli mamie całą zaistniałą sytuacje ta, zdenerwowana zadzwoniła po policję i zgłosiła doniesienie na ojca dzieci. Policja zaproponowała jej, żeby wytoczyła przeciwko mężczyźnie proces o pozbawienie praw rodzicielskich. Tak też zrobiła.
A, że zbliżały się 17 urodziny Partyka po kilku godzinach nikt nie pamiętał już o zajściu. Zaczęli planować imprezę.

prolog.

Tosia, to zwykła nastolatka. Mieszka w Poznaniu, wraz ze swoją mamą i starszym rok bratem, Patrykiem. Jej rodzice rozwiedli się kiedy miała zaledwie 2 latka. Rodzeństwo nienawidziło ojca i żywiło do niego straszny żal. Właściwie, to prawie w cale go nie znali, bo ten nie utrzymuje z nimi żadnego kontaktu. Wie tylko, że mieszka on w Holandii. Skromny, nie duży biały dom, znajdujący się niedaleko Malty jest satysfakcjonujący dla rodzeństwa. Tosia ma pokój na poddaszu, a obok niej, również na poddaszu, pokój ma Patryk. dziewczyna ma połączenie fioletu z zielenią, do tego ciemne panele i wielkie łóżko. Pokój nie jest za duży, ale wystarczający. Chłopak zaś wolał kolory popielate połączone z błękitem. Oba pokoje są bardzo przytulne. Na dole, mieści się aneks kuchenny połączony w obszernym salonem w kolorach białych połączonych z beżem. Podłoga wyłożona białymi kafelkami, na środku stojąca duża czarna kanapa, po lewej stronie kominek, a na przeciwko kanapy, telewizor. W prawym rogu pokoju stał stół z krzesłami, przypominający jadalnie. Mimo, że rodzeństwo mieszkało bez ojca, ich sytuacja finansowa wcale nie była taka zła, gdyż mama dzieci, była architektem a plusem jej pracy było to, że była cały dzień w domu. Tylko czasami, klienci przyjeżdżali do niej.
- Toooosia! Paaatryk! - zawołała mama, nakładając obiad na talerz.
- Zaaaaraaaaz! - odkrzyknęli równo.
- Żadne zaraz, tylko obiad na stole. Ale już, schodzić bo wystygnie! - odpowiedziała im stanowczo mama. Oby dwoje po chwili siedzieli już przy stole. Wszyscy w ciszy zaczęli jeść. Po chwili zadzwonił telefon domowy.
- Ja odbiorę - bez namysłu krzyknął Patryk i rzucił się w stronę telefonu.
- haaalo? - zapytał Patryk. Mama patrzyła na niego zniecierpliwiona.
- tak, ale kto mówi? kim pan jest? - zapytał z oburzeniem chłopak. W tym czasie, mama wstała od stołu i zabrała mu słuchawkę. Wyszła z salonu, ale w domu panowała taka cisza, że dało się usłyszeć co mówi.
- Przestań wydzwaniać, oni nie chcą Cię znać nie rozumiesz! .. o nie, nie waż się nawet. Cześć. - krzyczała szeptem kobieta. Po czym ze sztucznym uśmiechem weszła do kuchni i odłożyła słuchawkę.
- Mamo, kto to był? Czemu tak go potraktowałaś? - wyrwało się z nieniecka Tosi. Widać było, że matka zmieszała się, i próbowała uniknąć odpowiedzi pytając czy już zjedli. Jednak i ona nie uzyskała odpowiedzi. Dzieci patrzyły się na nią tak stanowczym wzrokiem, że nie potrafiła sie wykręcić. Usiadła, chowając twarz w ręce i z ciężkim sercem powiedziała.
- Dzwonił wasz ojciec. Z resztą już od dłuższego czasu męczy mnie telefonami i za wszelką cenę chce, abyście zamieszkali u niego. Tam w Holandii. Groził mi nawet, że wytoczy w tej sprawie proces sądowy, bo On też ma do Was prawa. A to, że się wami przez te 13 lat nie interesował i że wy praktycznie go nie znacie to go nie obchodzi. Nie wiem, czemu tak nagle się Wami zainteresował. Ja.. - i w tym momencie załamał jej się głos. -ja, jaa nie mogę Was stracić, nie mam tu praktycznie nikogo po za Wami. - mama rozpłakała się, a oboje w tym samym czasie podeszli do niej i przytulili ją.
- Nie martw się, poradzimy sobie. Ani ja, ani Tosia, nie zamierzamy się stąd wyprowadzać. Przecież my też mamy coś do powiedzenia. - pocieszył Matkę Patryk i mocno przytulił. Wiedział jednak, że prawdziwe problemy dopiero się zaczną.

postacie.

Tosia, 15 lat. 

Viktoria, 15 lat.

Fabian, 17 lat.

Martyna, 15 lat.

Adrian, 17 lat.

Patryk, 16 lat.

Jagoda, 15 lat.