piątek, 18 listopada 2011

3.

Tosia wbiegła do pokoju i rzuciła się na łóżko, w tym samym czasie odebrała Viktoria.
- No cześć Vika! bierz dziewczyny i przyjdźcie do mnie bo umrę na palpitację serca. - krzyczała z cholerną radością w głosie i przeogromnym uśmiechem na twarzy.
- No dobra, uspokój się. Będziemy za 30 minut. Pa - odpowiedziała spokojnie i rozłączyła się. Dziewczyna nadal leżała. Nic do niej nie docierało, mimo, że mama wołała ją z dołu bo zrobiła już herbatę. Jej myśli kręciły się tylko w ogół Adriana.
W tym samym czasie, Patryk rozmawiał z chłopakiem. Był on również przejęty jak Tosia, a brat cieszył się ze szczęścia siostry i najlepszego kumpla. Fabian, według niego, zawsze odbiegał od reszty.
- słuchaj stary, Twoja siostra jest prze zajebista. nawet ją pocałowałem, ogarniasz to? - ciągnął z entuzjazmem Adii, chociaż wiedział, że się powtarza. Był zauroczony Tosią.
- słuchaj, ja to bym chciał, żeby Ona była z Tobą. Ale wiem też, że zależy jej na Fabianie i on działa na nią, jak magnez. Musisz wygrać walkę o nią. Najlepiej postąp szybko i zdecydowanie, żeby On nie zdążył odebrać Ci jej. Ja tam za nim nie przepadam. Ale musisz, wiedzieć też, że jeżeli będzie przez Ciebie płakać, lub złamiesz jej serce, ja złamie Ci nos. Zastanów się poważnie! Nara stary. - nagadał poważnie chłopakowi i rozłączył się z wielką nadzieją, że go posłucha bo przecież Adrian jest normalny, nie to co ten drugi.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Antosia zbiegła po schodach jak najszybciej mogła otworzyła drzwi i stanęła jak wryta, a oczy zaświeciły jej się jak dwa, wielkie niebieskie iskierki. Nie spodziewała się tego, co zobaczyła.
- Cześć Antosiu.
- cze.. czeeść Faa.. Faabian. - wyjąkała dziewczyna. Poczuła jak by nagle, całe jej uczucia i rozmyślenia na temat Adka, opadły na samo dno jej serca a ich miejsce zajęły słowa "Fabian wrócił!". Nie potrafiła się ruszyć, stała tak w bezruchu z rozchylonymi wargami i szeroko otwartymi oczami przez 5 minut.
- Nie zaprosisz mnie do środka? - zapytał z tym jego powalającym uśmiechem. Tosia ocknęła się.
- A no, jasne wejdź! Idź do góry, pierwsze drzwi na lewo. Ja zrobię herbatę. - oznajmiła mu dziewczyna. Wyraz jej twarzy przybrał w miarę normalną postać, ale oczy dalej błyszczały.
- Nie trzeba ja podziękuje. - powiedział chłopak i poszedł do góry. Dziewczyna ekspresowo wzięła swoja herbatę i powiedziała Patrykowi, żeby przetrzymał dziewczyny jak przyjdą bo do góry jest Fabian. Nastolatek niechętnie kiwnął przytakująco głową, a jego mina przypominała obrzydzenie. Wbiegła po schodach do góry, weszła do pokoju.
- Przyszedłem boo.. bo ja Cię przepraszam, że nie odzywałem się przez tydzień po tym jak się całowaliśmy, ale ja po prostu nie mogłem. Wyjechałem z rodziną na taki mały obóz. - tłumaczył się.
- Na obóz? - kiwała głową z niedowierzającą miną. - w środku zimy tak ni stąd ni zowąt wybraliście się na rodzinny obóz? -dziewczyna patrzyła na niego jak na idiote, myśląc, że większej bzdury w życiu nie słyszała. Fabian zmieszał się, przetarł twarz dłońmi i powiedział.
- Może źle to ująłem. To było bardziej takie zintegrowanie, taka tam tygodniowa wycieczka. Na prawdę bardzo Cię przepraszam.. a Co do tamtego sms'a to zależy mi na Tobie, nie całował bym Cię gdyby jednak było inaczej. - spuścił głowę w dół i kącikiem oka spoglądał na minę dziewczyny.
- No dobra, wierzę Ci. - uśmiechnęła się do niego i szturchnęła go w ramię. Chłopak zbliżył się do niej i pocałował ją. Tosia nie wiedziała co ma robić. Odprowadziła chłopaka do drzwi.
- No to cześć. Do zobaczenia w poniedziałek. - uśmiechnęła się dziewczyna. I juz chciała zamykać drzwi.
- Poniedziałek? to nie chcesz mnie widzieć jutro, w niedzielę? - zapytał i spojrzał na nią tymi swoimi złotymi oczami, które były cholernie rzadko spotykane, właściwie o nikogo jeszcze nie widziała tak cholernie pięknych oczów.
- Chcę. - zawahała się. Jednak po chwili stanowczo powiedziała. - Tak, chcę. Zadzwoń. - Chłopak pocałował się i wyszedł. Przez okno widziała jak mija się z Viką, Martyną i Jagodą. Te zaś patrzyły się na niego dziwnie, prócz Martyny, która świata po za nim nie widziała, a On nie widział jej. Przyjaciółki weszły do domu i od przekroczenia progu padło około 100 pytań na temat Fabiana z ust Viktorii i Jagody, tylko Martyna milczała. Po chwili jednak Vika zorientowała się, że przecież chodziło o Adriana. I uśmiech z twarzy Tosi bardzo szybko zszedł, posmutniała. Teraz już sama nie wiedziała co czuje do Fabiana a co do Adriana i czy któregoś z nich tak właściwie na prawdę kocha. Weszły do pokoju. Po godzinie plotek o chłopakach Jaga i Martyna poszły. Viktoria została, by wesprzeć i pomóc przyjaciółce. W końcu to ona znała ją najlepiej, bo znały się od małego. Problem Antosii jednak nie łatwo jest rozwiązać, ponieważ oby dwaj nie są jej obojętni, każdy na swój sposób jej ważny i wyjątkowy w jej życiu. Jednak mimo wszystko, bardziej chyba ciągnęło ją ku Fabianowi.
- Porozmawiaj z Patrykiem on zna obu chłopców świetnie, pomoże Ci. - doradziła jej Vika. Tosia tylko pokiwała przecząco głową, bo wiedziała jak Patryk bardzo nie chce, by ona w jakikolwiek sposób wiązała się z Fabianem. Sądził, że Fabian na pewno po miesiącu, góra dwóch ją zostawi. Jednak Ona miała o nim dość odległe zdanie od brata.
- Chyba jeszcze raz szczerze pogadam z Adrianem, a potem z Fabianem i w tedy zadecyduję, chodź nie będzie to łatwe. Boję się zranić Adriana, On jest zbyt zakochany we mnie i wrażliwy, boje się, że jeżeli wybiorę Fabiana On coś sobie zrobi. Ale mam też obawy, czy znów Fabianowi nie chodzi o łóżko, on jest jakiś dziwny, odległy od reszty chłopaków z wyglądu, charakteru, zachowania. Jest taki.. taki wyjątkowy.

wtorek, 15 listopada 2011

2.

Impreza miała być duża. Jagoda, Viktoria, Adrian, Fabian, Martyna to podstawowi goście, bez których dla Patryka impreza nie miała by sensu. Po za tym zaprosił jeszcze paru kumpli z klasy, kilka dziewczyn i lista gości była gotowa. Mimo, że to były dopiero 17 urodziny, chłopak bardzo chciał mieć mega imprezę. Pełno żarcia, głośna muzyka, karaoke, świetna atmosfera. Urodziny miały odbyć się w domu, bo mimo, że mają duży ogród z tarasem, na początku grudnia, raczej miło tam nie będzie. Matka dzieci w tym czasie, miała nocować u babci nastolatków, która mieszkała kilometr dalej. Z racji iż kobieta ufała swoim potomkom pozwoliła im zorganizować imprezę tak jak będę chcieli. Zabroniła tylko jednego.
- Dobra, zgadzam się na całą imprezę. Tylko Tosia i jej koleżanki i w ogóle wszystkie osoby do piętnastego roku życia nie dotykają alkoholu, zrozumiano? - postawiła warunek.
- Ale mamoo.. ja i tak za miesiąc mam 16 lat. nie przesadzaj! - oburzyła się Tosia.
- Moja droga, powiedziałam nie i koniec. - stanowczym głosem zarządziła kobieta i wstała od stołu. - Ile osób przewidujesz i za jaką pulę pieniędzy chcesz wyprawić urodziny?
- Osób ? hmm 10 licząc ze mną i Tosią. a jeżeli chodzi o pieniądze to myślę że 200 zł spokojnie wystarczy. - powiedział spokojnie. Mama stanęła przez chwile nie mówiąc nic. Po wyrazie jej twarzy można było spokojnie wywnioskować, że myśli nad faktem.
- Dobrze, tylko pamiętaj co powiedziałam. i ty Tosiu, tez pamiętaj. Czyli urodziny wyprawiasz 3 grudnia, akurat jest to sobota i równa data twoich urodzin. Ja w tym czasie będę nocować u babci Zosi, a wy macie się na tyle zachowywać, żeby czasami nie zawitała tu policja i żeby sąsiedzi się nie skarżyli, zrozumiano?
- Pewnie mamo, poradzimy sobie. a po za tym, sąsiedzi są na tyle fajni, że zawsze można z nimi się jakoś porozumieć, co nie Antosia? - powiedział Patryk z wielkim uśmiechem, widać było, że żyje on już imprezą, chodź ona, dopiero za tydzień. Dziewczyna pokiwała głową i uśmiechnęła się po czym wstała od stołu i poszła do góry nic nie mówiąc. Kobieta i chłopak, dość dziwnie się popatrzyli, ponieważ nigdy nie jest taka spokojna i małomówna. Zawsze się śmieje, i tyle gada, że trudno jej przeszkodzić.
Antosia, weszła do pokoju i z telefonem w ręce rzuciła się na łóżko. W jej głowie był jeden wielki burdel a myśli kręciły się tylko w okół Fabiana, Adriana i sytuacji z ojcem. Nie myślała o urodzinach Patryka, właściwie nawet ją nie obchodziła. Zastanawiała się ciągle czy mężczyzna da jej spokój i nigdy więcej nie pojawi się w jej życiu, czy może zacznie ją nachodzić, szarpać na ulicy lub próbować jakkolwiek skontaktować się z nią. Ale ta sprawa wydawała się być pikusiem przy tym co tak na prawdę w głębi duszy leżało jej na sercu. Fabian pocałował ją przy szkole, a znów Adrian pisał jej ciągle jak mu na niej zależy i chciał się spotkać. Tosia nie miała pojęcia co za tym wszystkim zrobić. Wzięła telefon i napisała sms: "nie wiem właściwie czy Ci na mnie zależy, zachowujesz się dość dziwnie. chcesz się spotkać? może jakoś to wyjaśnimy" wybrała opcję wyślij do wielu, po czym Adrian i Fabian i wcisnęła wyślij. Bardzo zastanawiało ją, który pierwszy odpisze i jak będą wyglądać smsy. Leżała i myślała, po chwili jej telefon zaczął wibrować. Adrian. Dziewczyna nie spodziewała się tak szybkiej reakcji chłopaka. Otworzyła wiadomość: "zależy mi na Tobie! zrozum to. może tak sądzisz, bo uganiasz się tylko za Fabianem, który kręci z każdą po kolei. a co ja mam zrobić, jak ty nie zwracasz na mnie uwagi. to za 20 min. w parku przy Malcie?". Dziewczyna leżała na łóżku z wielkim uśmiechem a serce łomotało jej jak dzwon. W tym czasie, do pokoju wszedł Patryk.
- Ej siostra co ty takie zmiany humory, teraz leżysz z wielkim uśmiechem a serce łomocze Ci jak byś miała palpitacje serca. Co się takiego stalo? - zapytał uśmiechając się i usiadł obok niej. Dziewczyna bez ruchu leżała i napisała esa: "spoko". Nic więcej nie potrafiła zrobić. W końcu otrząsnęła się, wstała i powiedziała tylko patrząc Patrykowi prosto w oczy
- Adrian. - wydawało się, że jej oczy przez chwilę zmieniły kształt na dwa serduszka. Tosia wybiegła z pokoju, i zaczęła się przebierać, malować aż w końcu tylko krzyknęła
- Wychodzę mamo! nie wiem o której wrócę. - i wybiegła niczym nowo narodzona, z wielkim uśmiechem na twarzy. Mama stanęła w drzwiach pokoju jak wryta, patrząc na Patryka, który z taką samą miną stał na schodach.
- Boże co z tą dziewczyną się dzieje? zakochała się, czy co? - zaśmiała się mama i odwróciła idąc powoli w stronę kuchni.
- A no, żebyś wiedziała zakochała się. I w końcu w odpowiednim. - pokiwał głową Patryk i wskoczył na kanapę włączając telewizor.
Na ławce koło kolumn, czekał już Adrian. Tosia poprawiła grzywkę i włosy, podeszła do chłopaka z uśmiechem.
- Cześć - powiedziała i usiadła koło niego. Adrian spojrzał się.
- Hej, ślicznie wyglądasz. - uśmiechnął się i dał nastolatce buziaka w policzek. Tosia zarumieniła się i zaczęli rozmowę. Spotkanie nie trwało zbyt długo, bo zaledwie 40 minut. Ale w tym czasie młodzież zdążyła sobie tyle wyjaśnić, że Fabian dla Antosi nie miał już znaczenie. Nie interesowało ją nawet to, czy opisze na jej sms'a. Ważne, że Adrian odprowadził ją pod dom i pocałował. Wtuliła sie w niego i wbiegła do domu. Rozebrała się w biegu, krzycząc:
- Wróciłam, zrób mi herbatę, lecę do góóry. - wykrzyczała radośnie dziewczyna wbiegając po schodach i wykręcając numer do swojej najlepszej przyjaciółki Viktorii. W tym samym czasie do Patryka zadzwonił Adrian, chcąc opowiedzieć przebieg sytuacji.
- Boże święty, ja własnej córki nie poznaje. Co się z nią stało? - powtarzała mama, wycierając naczynia.

poniedziałek, 14 listopada 2011

1.

Minął tydzień po ostatnim telefonie ojca. Było to dość podejrzane, bo na ogół dzwonił on częściej, żeby przekupić matkę nastolatków. Przecież On za wszelką cenę tak naglę chciał mieć swoje dzieci przy sobie. Jednak w domu panowała standardowa, miła i ciepła atmosfera. Wydawało się, jak by nikt nie pamiętał o telefonie faceta, właściwie im nieznanego.
Tosia uwielbiała zimę, zresztą jak wszyscy w rodzinie Gottbergów, (bo tak nazywała się ich rodzina) a to, że właśnie panowała wpływała na dziewczynę wręcz znakomicie. Codziennie, jak każdego ranka dziewczyna zeszła na dół w piżamie, do salonu aby zjeść coś przed szkołą.
- Cześć mamo! - powiedziała ziewając i przecierając oczy. Wlokła się jak by spała zaledwie godzinę.
- No cześć Tosiu. Chleb z pomidorem czy serek? a może jajecznica? - odpowiedziała rześko mama, która krzątała się od 40 minut po kuchni, mimo, że była godzina 6.53.
- Obojętnie. - odpowiedziała zaspanym głosem, kładąc przy tym głowę na stół.
- A gdzie jest Patryk? Pewnie nadal śpi. Matko Bosko, jaki on jest leniwy! Paaaaaatryk, Paaatryk wstawaj! - mama była dziś wyjątkowo w humorze, i tryskała pozytywną energią. Potrafiła nawet, odpowiadać sobie sama na pytania, przy czym czasami zabawnie to komentując.
- No idę przecież dopiero.. o kuur.. już 7, czemu mnie tak późno budzicie!? - wykrzyczał z pretensją zbiegając jak głupi po schodach.
- Twój budzik rąbał tak, że przekrzykiwał mój. Po prostu śpisz jak zabity. - skomentowała Antosia. Patryk spojrzał się na nią znacząco i oboje wybuchli durnym śmiechem, który często towarzyszył im przy śniadaniach. Mimo wielu kłótni, sprzeczek, bójek jakie ze sobą przetoczyli, widać było jak bardzo są ze sobą zżyciu i jakim uczuciem się darzą. Rodzeństwo w prost nie do skopiowania. Jeden za drugiego był w stanie zabić, a to wszystko tylko dla tego, że wychowali się bez ojca.
Za 20 siódma, oboje zeszli na dół, to przedpokoju, ubierać się. Mama czekała już na nich pod drzwiami z kluczykami w ręku. Po kilku minutach wsiedli do samochodu i ruszyli w drogę. Do szkoły mieli 3 kilometry, więc rodzicielka ich woziła. Chociaż czasem, dojeżdżali także autobusem.
- Przyjechać po Was? - zaproponowała mama.
- Niee. Po za tym ja chciałbym odprowadzić Jagodę, a Tosia kończy godzinę później. Poradzimy sobie. - Powiedział Patryk, dał mamie całusa i wyskoczył z auta, zaraz za nim Tosia. Rodzeństwo rozeszło się do swoich klas.
Po 7 godzinach ciężkiej nauki Patryk wyszedł ze szkoły wraz z Jagodą. Młodzież szła spokojnie parkiem. Śnieg delikatnie pruszył.
- Zimno mi, możemy przyspieszyć? - zaproponowała dziewczyna, która trzęsła się z zimna.
- Trzymaj mój szalik. - zaczął zakładać go dziewczynie i delikatnie przytulił ją do siebie. Jagoda nie protestowała. Stali tak chwilę wtuleni w siebie. aż w końcu ruszyli, bo rozpadało się bardziej. Pod domem dziewczyna oddała chłopakowi szalik i delikatnie cmoknęła w policzek.
- Dzięki. - wyszeptała, uśmiechnęła się i weszła do klatki. Jagoda mieszkała jakie 500 m od szkoły, także kiedy Patryk wyszedł już z parku, zobaczył jak jego siostra całuję się z Fabianem. Uśmiechnął się sam do siebie i postanowi poczekać aż chłopak odejdzie, by móc spokojnie podejść do siostry. Szkoda mu było tylko Adriana, który był bardzo zakochany w nastolatce, ale nie tylko w niej. Kiedy Fabian odszedł, Tosia już chciała przechodzić przez pasy, aż tu nagle czarne Audi A6, z przyciemnianymi szybami zatrzymało się na przejściu. Wysiadł z niego mężczyzna, o ciemnej karnacji, brunet i podszedł do Tosi. Widać było, że coś jej tłumaczy, po czym zaczął ją szarpać. Patryk, bez chwili namysłu zaczął biec w stronę samochodu. Odepchnął mężczyznę i schował dziewczynę za siebie.
- Kim pan jest? Czego od niej chcesz!? - krzyknął trzymając Tosie za sobą. Facet, zaśmiał się ironicznie i z szpanerskim uśmiechem powiedział.
- Jak to kim jestem? Co matka Wam zdjęć nie pokazuje? Jestem Waszym ojcem i przyjechałem Was zabrać. - stanowczo poinformował nastolatków.
- No to ma pan problem, bo my nigdzie z panem nie pojedziemy, do widzenia. - odwrócił się na pięcie pociągnął Tosię i szybko weszli do szkoły. Przez okno, widzieli tylko jak ich ojciec wsiada i odjeżdża. Prędko zatelefonowali do mamy, aby po ich przyjechała.
Kiedy byli już w domu, rozebrali się i opowiedzieli mamie całą zaistniałą sytuacje ta, zdenerwowana zadzwoniła po policję i zgłosiła doniesienie na ojca dzieci. Policja zaproponowała jej, żeby wytoczyła przeciwko mężczyźnie proces o pozbawienie praw rodzicielskich. Tak też zrobiła.
A, że zbliżały się 17 urodziny Partyka po kilku godzinach nikt nie pamiętał już o zajściu. Zaczęli planować imprezę.

prolog.

Tosia, to zwykła nastolatka. Mieszka w Poznaniu, wraz ze swoją mamą i starszym rok bratem, Patrykiem. Jej rodzice rozwiedli się kiedy miała zaledwie 2 latka. Rodzeństwo nienawidziło ojca i żywiło do niego straszny żal. Właściwie, to prawie w cale go nie znali, bo ten nie utrzymuje z nimi żadnego kontaktu. Wie tylko, że mieszka on w Holandii. Skromny, nie duży biały dom, znajdujący się niedaleko Malty jest satysfakcjonujący dla rodzeństwa. Tosia ma pokój na poddaszu, a obok niej, również na poddaszu, pokój ma Patryk. dziewczyna ma połączenie fioletu z zielenią, do tego ciemne panele i wielkie łóżko. Pokój nie jest za duży, ale wystarczający. Chłopak zaś wolał kolory popielate połączone z błękitem. Oba pokoje są bardzo przytulne. Na dole, mieści się aneks kuchenny połączony w obszernym salonem w kolorach białych połączonych z beżem. Podłoga wyłożona białymi kafelkami, na środku stojąca duża czarna kanapa, po lewej stronie kominek, a na przeciwko kanapy, telewizor. W prawym rogu pokoju stał stół z krzesłami, przypominający jadalnie. Mimo, że rodzeństwo mieszkało bez ojca, ich sytuacja finansowa wcale nie była taka zła, gdyż mama dzieci, była architektem a plusem jej pracy było to, że była cały dzień w domu. Tylko czasami, klienci przyjeżdżali do niej.
- Toooosia! Paaatryk! - zawołała mama, nakładając obiad na talerz.
- Zaaaaraaaaz! - odkrzyknęli równo.
- Żadne zaraz, tylko obiad na stole. Ale już, schodzić bo wystygnie! - odpowiedziała im stanowczo mama. Oby dwoje po chwili siedzieli już przy stole. Wszyscy w ciszy zaczęli jeść. Po chwili zadzwonił telefon domowy.
- Ja odbiorę - bez namysłu krzyknął Patryk i rzucił się w stronę telefonu.
- haaalo? - zapytał Patryk. Mama patrzyła na niego zniecierpliwiona.
- tak, ale kto mówi? kim pan jest? - zapytał z oburzeniem chłopak. W tym czasie, mama wstała od stołu i zabrała mu słuchawkę. Wyszła z salonu, ale w domu panowała taka cisza, że dało się usłyszeć co mówi.
- Przestań wydzwaniać, oni nie chcą Cię znać nie rozumiesz! .. o nie, nie waż się nawet. Cześć. - krzyczała szeptem kobieta. Po czym ze sztucznym uśmiechem weszła do kuchni i odłożyła słuchawkę.
- Mamo, kto to był? Czemu tak go potraktowałaś? - wyrwało się z nieniecka Tosi. Widać było, że matka zmieszała się, i próbowała uniknąć odpowiedzi pytając czy już zjedli. Jednak i ona nie uzyskała odpowiedzi. Dzieci patrzyły się na nią tak stanowczym wzrokiem, że nie potrafiła sie wykręcić. Usiadła, chowając twarz w ręce i z ciężkim sercem powiedziała.
- Dzwonił wasz ojciec. Z resztą już od dłuższego czasu męczy mnie telefonami i za wszelką cenę chce, abyście zamieszkali u niego. Tam w Holandii. Groził mi nawet, że wytoczy w tej sprawie proces sądowy, bo On też ma do Was prawa. A to, że się wami przez te 13 lat nie interesował i że wy praktycznie go nie znacie to go nie obchodzi. Nie wiem, czemu tak nagle się Wami zainteresował. Ja.. - i w tym momencie załamał jej się głos. -ja, jaa nie mogę Was stracić, nie mam tu praktycznie nikogo po za Wami. - mama rozpłakała się, a oboje w tym samym czasie podeszli do niej i przytulili ją.
- Nie martw się, poradzimy sobie. Ani ja, ani Tosia, nie zamierzamy się stąd wyprowadzać. Przecież my też mamy coś do powiedzenia. - pocieszył Matkę Patryk i mocno przytulił. Wiedział jednak, że prawdziwe problemy dopiero się zaczną.

postacie.

Tosia, 15 lat. 

Viktoria, 15 lat.

Fabian, 17 lat.

Martyna, 15 lat.

Adrian, 17 lat.

Patryk, 16 lat.

Jagoda, 15 lat.