niedziela, 25 grudnia 2011

7.

Nastał wigilijny wieczór. Jak do tej pory nic się nie wydarzyło. Tu w górach wszyscy czuli się już jak w domu, mimo tęsknoty nastolatków za domem, przyjaciółki i Patryka za Jagodą, wszystko było idealnie. Nikt nie myślał o śmierci matki Adriana, ani o Ojcu młodzieży. Panowała tu świąteczna, miła i wyjątkowo szczera atmosfera. Tosia z Adrianem zajęli pokój z dwoma łóżkami, które i tak stały blisko siebie. Patryk zaś miał pokój na przeciwko. Matka dzieliła pokój z Martą, swoją siostrą, ponieważ były ze sobą bardzo związane a po długim czasie w jaki się nie widziały miały sobie do powiedzenia tylko, jak by nie widziały się całe życie.
- Antosia, wyjdź z tego pokoju, Adrian nie zginie jest jesteście tu już długo pomóż mi z tym karpiem. - krzyczała z dołu ciotka, która usiłowała zabić karpia. Jednak jej starania poszły na marne, kto normalny chce zabić żywego karpia tłukąc go po głowie tłuczkiem to kotletów? Marta, nie potrafiła muchy skrzywdzić, a co dopiero rybę.
- Fuuj, męcz się z tym tłuczkiem, ja go nie dotknę. Patryk niech to zrobi! - odryknęła dziewczyna z obrzydzeniem w głosie. Wiele ją łączyło z Martą, żadna nie potrafiła zabić karpia, zresztą mama też nie.
- Daj spokój, zabije jej tego karpia, niech nie fatyguje Patryka chociaż tak będę mógł się jej odwdzięczyć. Przecież mieszkam pod jej dachem. - powiedział Adi, pocałował dziewczynę we włosy i zszedł na dół. Po wejściu do kuchni mimo starań wybuchnął śmiechem. Mimo tego, że kobiety męczyły się z rybą 20 minut ona dalej żyła. Matka trzymała ją za ogon, a Marta nawalała tłuczkiem po łbie.
- Niech Pani to da, chociaż tak będę mógł się odwdzięczyć za to co Pani dla mnie zrobiła. - powiedział mile  chłopak do Marty przejmując rybę i wyciągając tasak.
- Jaka Pani, chłopie mówiłam Ci, że Marta jestem. mogę przestać być miła, jeśli będziesz tak do mnie mówił. - powiedziała chłopakowi i trzepnęła go w ramie ze ścierki. Stała podpierając się o blat i patrzyła jak chłopak mistrzowsko radzi sobie z karpiem.
Już do rozpoczęcia wigilii, chłopak siedział w kuchni pomagając w przygotowaniu potraw. Bawił się przy tym świetnie a przy okazji pochwalił się swoim talentem kulinarnym. Tosia kiedy ujrzała całą trójkę w fartuchach przygotowującą już ostatnie drobne szczegóły kolacji wybuchnęła śmiechem i wyszła z kuchni.
Po kolacji wigilijnej Adrian i Tosia wybrali się na spacer. Chłopak już od dłuższego czasu zauważył że jego dziewczyna ciągle pisze z kimś sms'y. Zmartwiony całą sytuacją łamał się, aby nie sprawdzić jej telefonu. Nie zrobił tego.
- Powiem prosto, czy ja mogę wiedzieć z kim ty tak ciągle piszesz? - syknął chłopak przygryzając wargę i mocniej chwytając rękę dziewczyny. Zmieszała się.
- Z.. Z Viktorią, bo ten.. pyta kiedy wracam. - Zarumieniła się, chłopak spojrzał na nią, unikała jego wzroku, była cholernie zmieszana i szybko schowała telefon. Puścił jej rękę, zatrzymał się, chwycił dziewczynę za ramiona i swoimi silnymi dłońmi przyciągnął ją do siebie.
- Patrz na mnie! - syknął przygryzając wargę. Emocje gotowały się w nim, wyglądało że zaraz wybuchnie jak dynamit. - To Fabian! Kochasz Go! Kochasz Go? Nic nie mówisz? Wiedziałem! Skurwysyn wiedziałem, że prędzej czy później namiesza Ci w głowie i zostawisz mnie. Chcesz teraz odejść? Po to zabrałaś mnie na ten spacer, teraz kiedy moja matka zmarła i na świecie nie mam nikogo prócz Ciebie!? Tak bardzo Cię kochasz, wierzyłem Ci. A tobie jednak mimo wszystko zależy na nim. dobrze.. - Dziewczyna nie wytrzymała. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy, które chłopak szybko wycierał kciukami. - Tak to On. Nie, kocham Ciebie i tylko Ciebie. Nie wyobrażam sobie już życia, kiedy mi Ciebie zabraknie. Spójrz czasem w lustro a zobaczysz cały mój świat. Nigdy Cie nie zostawię, ale jeżeli będziesz robił mi awantury o byłego chłopaka, i o głupie kilka sms'ów, ja nie wytrzymam! - krzyczała dziewczyna. Wyrwała się z jego uścisków i zawróciła z stronę domu. Chłopak chwycił ją za nadgarstek.
- Zostaw mnie! Przemyśl lepiej swoje zachowanie i wracaj do domu, a ja idę! - krzyknęła i poszła. Po jej policzkach spływało morze łez, a On stał patrząc się jak dziewczyna odchodzi. To już kolejna sytuacja, kiedy stał ślepo wpatrzony w jej kroki, odchodziła. Kidy zerwał się, dziewczyny nie było już widać. Szedł sam, kopiąc co trochę jakiś kamień. Zastanawiał się jak ich życie będzie wyglądało jeśli będzie taki zazdrosny.
wszedł do jej pokoju. Nie zauważyła jego obecności, na uszach miała słuchawki, siedziała po turecku na tapczanie, z zamkniętymi oczami głowę miała uniesioną do sufitu. Wszystko o czym teraz marzyło, to jego obecność przy niej, przytulając ją i przepraszając przyrzekając że już nigdy się tak nie zachowa. Kochała go i była w stanie wybaczyć wszystko, byleby tylko był przy niej. Usłyszała stuknięte kluczy o szafkę, delikatnie otworzyła oczy. Kiedy tylko zobaczyła że to On zrzuciła z siebie słuchawki, podbiegła do niego rzucając mu się na szyję.
- Przepraszam, kocham Cię. Więcej już tak nie postąpię, wybacz. Proszę.- mówiła to błagalnym tonem, a w międzyczasie zdążyła pocałować go chyba 18321652325 razy.
- Nie potrafię się na Ciebie gniewać, ja tez przepraszam. - Para położyła się na łóżko, mimo tego, że po chwili wstali i wybrali się razem na pasterkę.

niedziela, 11 grudnia 2011

6.

Para weszła do domu, a od progu przywitała ich zatroskana mama dziewczyny.
- Powiedz mi czemu wybiegłaś nie ubrana i nawet nie poinformowałaś mnie, że wychodzisz. Wiesz jak się martwiłam.. - po chwili powstrzymała się od robienia wyrzutów, bo dotarło do niej, że oboje mają zaszklone oczy. Rozebrali się, a mama poszła zaparzyć im ciepłą herbatę, ponieważ na pierwszy rzut oka było widać, że nie tyle Tosia, co Adrian był przemarznięty. Weszli do pokoju i usiedli na kanapie, przykryli się kocem. W końcu kobieta przyniosła im herbaty i postawiła na stół. Usiadła w fotelu na przeciwko. Po jej minie można było wywnioskować, że zaraz zacznie pytać co się stało, ponieważ bardzo martwiła się o swoją córkę, ale także eo jej chłopaka.
- Proszę, powiedzcie co się stało? Przecież Tosia jutro wyjeżdżamy, a wy przychodzicie z minami, cali zapłakani, jak by ktoś umarł. - Mama powiedziała to w żartach, jednak jeszcze nie wiedziała co stało się na prawdę. Adrian nie był w stanie opowiadać, o całej tragedii jaka go spotkała. Nie miał już praktycznie nikogo po za kuzynką, ciocią, babcią no i Tosią. Rodzina Ojca? z nią nie utrzymywał kontaktu. Dziewczyna zaczęła opowiadać swojej mamie, całą sytuacje, a po policzku Adriana mimowolnie zaczęły spływać łzy.
- Mama Adriana nie żyje. Zginęła w wypadku, dzisiaj po południu. Nie został mu nikt po za kuzynką, ciocią, babcią i mną. - Oczy Kobiety zaszkliły się, a Tosia mimo łez ciągnęła dalej. - Nie wyjadę teraz bez niego. Ni zostawię go tu, boję się, że coś sobie zrobi. Jeżeli On nie pojedzie, to ja również nie. - każdy w tym pokoju miał łzy w oczach. Matka siedziała w ciszy przez 10 minut.
- Dobrze może jechać, zadzwonię tylko jeszcze do Marty i powiem jej o wydarzeniu. Jej dom jest duży wiec bez problemu się pomieścimy. - w tym samym czasie do pokoju wszedł Patryk. Jemu humor dopisywał, ponieważ w pokoju do góry siedziała Jagoda już od 30 minut. Chłopak, po ujrzeniu grobowych min całej trójki i łez w oczach Tosi oraz Adriana stanął jak zamurowany krok za drzwiami.
- Co, co się stało? - przerażony zapytał. Nikt nie udzielił mu od razu odpowiedzi. Tosia wstała wzięła kubek swój i chłopaka w rękę po czym poszła po schodach do góry. Matka opowiedziała Patrykowi całą historie, i to, że Adrian jedzie z nimi do Tenczyna. Chłopak nie zdołał ukryć szoku, jaki przeżywał, ale lubił Adriana i cieszył się, że pojedzie z nimi.
Tosia kazała wejść Adrianowi do swojego pokoju, a sama poszła przywitać i pożegnać się z Jagą. Kilka chwil później siedziała już obok chłopaka na łóżku. Milczeli. W końcu zadzwonił dzwonek do drzwi. Mama nastolatków otwarła i wpuściła do góry Viktorię. Dziewczyna wiedziała już o całym zajściu, tak wiec weszła do pokoju i pierwsze jej słowa po zobaczeniu pary siedzącej razem i opierające się o siebie ze łzami w oczach, było.
- Jest mi strasznie przykro Adi, wiem, że moje słowa nic nie zmienią, ale trzymaj się stary. A ty Tosia, jak przed wyjazdem? - Tosia wstała do Viktori i rzuciła się jej na szyję. Obie dziewczyny się rozpłakały.
- Nie zobaczymy się przez miesiąc, będę dzwonić! wytrzymasz tu beze mnie! - Mówiła Tosia.
- Ok, ale nie zapomnij dzwonić, ja też będę. Wpadłam tylko na chwilę, mój tata czeka na dole w samochodzie. Będę tęsknić Antosiu, pa. - Dziewczyna przytuliła przyjaciółkę mocno i skierowała się do wyjścia. Nastolatka spojrzała na zegarek. Było przed 21, a przecież jutro o 9 rano wyjeżdżali. Adrian był nie spakowany.
- Ruszaj się, idziemy się spakować. Sam tam nie pójdziesz idę z Tobą, no już. Wstawaj! - powiedziała z entuzjazmem Tosia. Zeszli na dół, mama wiedziała gdzie idą dlatego nic nie mówiła. Ubrali się i wyszli na mróz, daleko nie mieli wiec po 15 minutach wchodzili do bloku. Adrian od kluczył mieszkanie i trzymając się za ręce weszli do środka. Panowała tam cholerna cisza.Mrok pomieszczeń rozświetliło światło, które włączył chłopak w swoim pokoju. Poszedł do pokoju obok i przyniósł wielką torbę podróżną. Zaczęli wspólnie pakować wszystkie ubrania i najpotrzebniejsze rzeczy typu ładowarka, szczoteczka.
Kiedy wszystko było dopięte już na ostatni guzik, Adrian wziął rentę jaką dostał po matce i wyszedł z dziewczyna z pomieszczenia. Szli spokojnie wtuleni w siebie, mimo, że było już po 23. Kidy weszli do domu Tosi, nie marzyli o niczym innym jak pójściu spać, w końcu trzeba było wstać wcześnie. Mama nastolatków rozłożyła na dole kanapę Adrianowi.
- Czuj się jak u siebie, szklanki są w szafie nad piecykiem, picie swoi na blacie jeżeli czegoś nie znajdziesz, służę pomocą. - zaśmiała się kobieta i wyszła z dużego pokoju.
Tosia owinięta w ciepły szlafrok, bez żadnego makijażu w kitce weszła do pokoju chłopaka. Zaśmiał się.
- Jesteś piękna i taka naturalna haha. - uśmiechnął się mimowolne patrząc na nią. Dziewczyna zrobiła obrażoną minę i również się uśmiechnęła.
- Oj przestań, wiem jak wyglądam. Dobranoc. - pocałowała chłopaka, a ten przyciągnął ją do siebie.
- Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiłaś. kocham Cię.
- ja Ciebie też, idź już spać. - odwróciła się z uśmiechem i weszła po schodach do góry. Położyła się o łóżka i zasnęła.
Obudził ją delikatny dotyk jego ręki na jej policzku. Od dawna nie wstawała z uśmiechem na twarzy. Leżała tak i nim się spostrzegła była 8. Wystartowała z łóżka biegnąć do łazienki, a Adrian już naszykowany zniósł jej torbę na dół, i usiadł na kanapie obok Patryka. Chłopacy od zawsze byli najlepszymi przyjaciółmi. Znali się od dziecka i wspólnie mieli mnóstwo wspomnień. Mogli gadać całą dobę i zawsze mieli temat, dosłownie jak dziewczyny. Nastała 9. wszyscy wsiedli do samochodu. wszystkie Toby był już w aucie, wszystko dopięte na ostatni guzik. Ruszyli, droga była śliska, ale Matka dzieci była doświadczonym kierowcą, także bez zbędnych korków dojechali na miejsce. Tam na podwórzu czekała już na nich Marta. Mimo -9 stopni, kobieta stała w rozpiętej kurtce, tylko szyję miała owiniętą szalem. Była przyzwyczajona do takich temperatur. Tosia pierwsza wybiegła z auta i rzuciła się na Martę. Miały ze sobą świetny kontakt, po chwili przedstawiła jej także Adriana, który był nieco skrępowanym całą sytuacją.

piątek, 9 grudnia 2011

5.

Po niecałych 3 godzinach dom prawie, że błyszczał. Posprzątali cały bałagan, po imprezie praktycznie nie było już śladu. Trochę czasu im zostało, także mieli czas aby ogarnąć swój wygląd, wykąpać się, uczesać i ubrać w coś przyzwoitego, ponieważ ich babcia miała na tym punkcie hopla.
Po obiedzie, kiedy wrócili do domu rozeszli sie do swoich pokoi, a mama usiadła na krześle w jadalni i zaczęła przeglądać pocztę. rachunki, rachunki, rachunki.. i nagle, zobaczyła imię i nazwisko ojca dzieci. Przerażona nerwowo otwierała kopertę i wyszarpnęła list ze środka. Otworzyła go, nie wahając się ani chwili dłużej. Podparła głowę na lewej ręce i zaczęła czytać ze strachem w oczach. Kiedy przeczytała list jej oczy zaszkliły się i schowała głowę w dłonie. Siedziała tak z 15 min, po czym podniosła się, pozbierała do kupy i zaczęła pakować. W planach miała wyjechać stąd na jakiś czas, do swojej siostry Marty, która mieszka w malowniczej miejscowości Tenczyn, niedaleko zakopanego. Powrót planowała dopiero po nowym roku, chciała spędzić święta i sylwester tam, bo czuła się bezpiecznie.
Nic nie mówiąc nastolatką zaczęła się pakować i wszystkie swoje rzeczy. Jutro z rana zamierzała wyjechać. była pewna, że jej siostra przyjmie ją wraz z dziećmi. Jej dom był za duży jak na jedną osobę, a rodzeństwo bardzo dobrze dogadywało się z Martą, mówili jej po imieniu ponieważ kobieta była młoda. Matka dzieci, zdecydowała wejść po góry do pokoju Tosi i powiedzieć jej o wszystkim. Bała się reakcji dziewczyny w końcu miała tutaj mężczyznę z którym dogadywała się wprost doskonale, był też Fabian, Vika i dziewczyny z którymi mała plany sylwestrowe. A teraz? teraz Ona musi odebrać jej plany, bo muszą wyjechać. Patryk? Patryk miał to samo stało dziewczynę, kumpli, koleżanki, plany z Tosią mieli wspólne, właściwie organizowali razem imprezę na wynajętej salce. Zapukała do drzwi, i delikatnie przycisnęła klamkę. Tosia siedziała na łóżku po turecku z laptopem na kolanach i rozmyślała nad czymś.
- Mogę Ci przeszkodzić? - powiedziała kobieta ze smutkiem w głosie. Wiedziała, że poinformowanie córki o tym wszystkim będzie ciężkie, dlatego wolała zrobić to w obecności Patryka, żeby dwa razy nie przeżywać tego samego.
- Pewnie, siadaj. - odpowiedziała patrząc się w komputer.
- Napisz Patrykowi na gg, niech ty przyjdzie. - Tak, może i jest to śmiesznie, ale jak siedzieli w innych pokojach to albo pisali sms albo informowali się na gg. Kilka chwil potem Patryk już siedział na skraju łóżka zniecierpliwiony, co też mama ma im do powiedzenia i to tak nagle.
- Wiec.. nie wiem jak zacząć, boję się waszej reakcji. No ale cóż. Wyjeżdżamy, jutro z rana, do Marty. Wrócimy po sylwestrze.. - nagle Tosia jej przerwała.
- alee.. ale..
- zaczekaj, niech dokończę. Musimy. Nie rujnowała bym Wam planów na sylwester gdyby to nie było konieczne. Wasz ojciec napisał, będzie tu jutro po południu. Dlatego wyjedziemy do Marty. On nie wie gdzie ona mieszka. Nigdy się nie poznali. Przepraszam Was.. na prawdę.. - w tym momencie rozpłakała się. Bardzo kochała swoje dzieci i zawsze chciała dla nich jak najlepiej. Przecież byli wszystkim dla niej.
- Mamo, a kiedy mam pożegnać się z Adrianem? A jak przez ten czas wszystko się rozpadnie? - mówiła przez łzy dziewczyna, która też już nie wytrzymała . Tylko Patryk się trzymał, ledwo.
- Ja i Jagoda? Tosia i Adrian? jeżeli to przepadnie? to do czego my wrócimy? jak to sobie wyobrażasz? - siedzieli tak wtuleni wszyscy w siebie. Kidy mama dzieci w końcu pozbierała się do kupy powiedziała.
- No nic, umówcie się ze swoimi, ja Was spakuje. Chociaż tak mogę Wam to wynagrodzić. A i wyjeżdżamy jutro o 9 rano. - mówiąc to zakasała rękawy i wyszła z pokoju szukać torb podróżnych.
Tosia chwyciła za telefon i wybrała numer 'Adrian'. Nie odbierał, więc postanowiła, że do niego pójdzie. Pewnie pije z kumplami pod blokiem - myślała wkurzona. nienawidziła kiedy chłopak pił, ponieważ matka opowiadała jej, że jej ojciec był alkoholikiem. Zbiegła po schodach, wciągając na siebie płaszcz. Założyła buty i bez szalika, bez rękawiczek, bez czapki wybiegł na trzaskający mróz. Była tak cholernie zdenerwowana, że rozwaliła by każdego kto stanie na jej drodze. Była załamana tą nagłą zmiana planów w domu, a teraz jeszcze Adrian, biegła chodnikiem wzdłuż Malty, w stronę ławki na której zawsze siedział. Był. Jego twarz była kompletnie przepita, a oczy aż zamykały się. Siedział sam, na oparciu ławki, wpatrując się w wodę i popijając już naste piwo.
- Pijesz! Cholera, starasz się o mnie, mówisz, że zależy Ci na mnie, jak na nikim innym a potem wykręcasz mi numery. nie odbierasz telefonu, siedzisz pijesz i nawet nie słuchasz tego co do Ciebie mówię. Jesteś jakiś obojętny na wszystko co do Ciebie mówię! Słyszy, dlaczego znów pijesz!?
- Bo potrzebuję pić.. - odpowiedział jej cicho, nie spoglądając nawet na nią. Drżał z zimna, a jego oczy zaszkliły się. Antosia nie wytrzymała i zaczęła wrzeszczeć przez łzy.
- Spójrz na mnie! - krzyknęła a łza spływała jej po policzku. - Jeżeli na prawdę chcesz być sam, to mi powiedz prosto. A nie udawaj, że Ci zależy, że się strasz. Ja na prawdę Cię pokochałam, a Ty? pewnie masz mnie już w dupie. Widzisz te łzy? - pokazała palcem, na załzawione oczy - one są właśnie przez Ciebie kurwa! - rozpłakała się, i odwróciła na pięcie. Chłopak patrzył jak odchodzi, lecz ani drgnął. kiedy się ocknął, wstał, krzyknął.
- Tosia! - odwróciła się, jednak nie stanęła. - Zaczekaj, proszę! - krzyczał i próbował biec za nią. Dziewczyna zatrzymała się i poczekała. Chwilę później, chłopak stał zmarznięty już koło niej. Przyciągnął ją do siebie i wtulił się w nią. Był zimny i przemarznięty. Wyszeptał jej do ucha przez łzy.
- Straciłem matkę. Kobietę, która była najważniejsza dla mnie. Zostałaś mi tylko Ty. Proszę nie zostawiaj mnie teraz. Bądź tu ze mną. Proszę Cię. - chłopak rozpłakał jej się w ramionach, a Tosia? co ona mogła zrobić, przecież to nie ona decydowała o tym nagłym wyjeździe.
- Kocham Cię, najmocniej, ponad wszystko. Wyjeżdżam pod Zakopane, wracam po sylwestrze. - Płakała mu w ramie, a on załamany nie potrafił wydusić z siebie ani słowa.
- To co będzie z nami? Nie rób mi tego zostań, bo na Tobie kończy się mój świat. Odejdę, nie dam rady. Proszę Cię. Kocham Cię.
- To może, pojedziesz ze mną? Jeśli chcesz, i moja mama się zgodzi to jedź ze mną. Spędzimy sylwester razem, zdala od tego wszystkiego. Odpoczniemy. Błagam tylko sobie nic nie rób jesteś najważniejszym mężczyzną w moim życiu, jedź ze mną. A teraz chodźmy do mnie, nie wrócisz tam, boję się o Ciebie. - dziewczyna chwyciła chłopaka za rękę i poszli do niej.

piątek, 2 grudnia 2011

4.

W końcu nastał dzień, 6 grudnia, mikołajki, kiedy Patryk wyprawiał swoje 17 urodziny. Wszystko było już przygotowane, jedzenie na stole, płyty ze świetną muzyką leżały już obok kina domowego, salon by posprzątany, a kanapa przesunięta w taki sposób, aby można było potańczyć. Właściwie, to ten fragment pokoju, przypominał parkiet. Matka nastolatków, przygotowywała się do wyjazdu, Patryk siedział zniecierpliwiony na kanapie oglądając MTV a Tosia siedziała w łazience od dobrej godziny. 
- Dzeci! - nagle rozległ się donośny głos matki. - wrócę jutro około godziny 15, żeby wziąć Was na obiad do babci, bo coś wydaje mi się, że jutro szybciej się nie pozbieracie! i pamiętajcie co mówiłam, nie roznieście domu. Już jadę, miłej zabawy. pa! - krzyczała z korytarza kobieta.
- Ok, pa. dzięki. - zareagował leniwie chłopak po czym kontynuował oglądanie telewizora. 
W końcu wybiła 19.00 kilka gości siedziało już w salonie, a konkretnie wszyscy prócz Viktorii i Jagody.Patryk siedział niby zdenerwowany ale i zmartwiony, że jego 'przyszła' dziewczyna, bo zamierzał zapytać się jej dziś, nie przyjdzie. Po chwili rozległ się dzwonek do drzwi, Patryk zerwał się i pobiegł ku nim, otwierając jak torpeda. 
- Hej. - weszła Jagoda dając chłopakowi buziaka w policzek. - Wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń i w ogóle wszystkiego czego tylko zapragniesz! - powiedziały obie na raz i wręczyły mu wielki prezent. 
Gdy wszyscy goście zebrali się już w salonie, Tosia przyniosła literatki do szampana, postawiła je na stole i usiadła obok Adriana. Fabiana, na imprezie nie było, ponieważ Patryk, jak i jego przyjaciel Adii nie trawili faceta. Rozległ się huk otwieranego szampana i pisk zdumionych ludzi. Po chwili wszyscy śmiali się, zabierając napełnione już literatki i wstając aby zaraz wznieść toast za solenizanta. 
- Niech żyje sto lat! - wykrzyknął jakiś głos po czym wszyscy zaczęli stukać się szklankami i pić szampana.
Po jakiś 3 godzinach imprezy wszyscy byli już nie źle wstawieni. Patryk tańczył właśnie z Jagodą, mimo, że leciała piosenka LMFAO - sexy and i know it oni tańczyli wolno, wtuleni w siebie. Chłopak za wszelką cenę próbował przełamać swój lek i zapytać w końcu dziewczynę, czy chce z nim być. 
- Muszę Ci coś powiedzieć.. -wyszeptał jej do ucha. - ale to nie tu, chodźmy do mojego pokoju. - dodał i pociągnął dziewczynę za rękę po schodach do góry. Weszli do pokoju, usiedli na łóżku.
- No, słucham. O czym tak ważnym chciałeś mnie poinformować, że aż zaciągnąłeś mnie tu? - zaśmiała się dziewczyna. Mina chłopaka przypominała trochę minę srającego kota na pustyni, ale nie przejmował się tym. Przygryzał wargę i nerwowo wyginał palce u rąk.
- No dobra. Bo jest taka akcja. Jesteś na.. naa prawdę fajna i w ogóle. - jąkał się chłopak, próbując jakoś wydusić z siebie to jedno zdanie. 
- ślicznie wyglądasz jak się zawstydzisz i tak zajebiście przygryzasz wargę. - zaśmiała się z niego znów. A On odwzajemnij jej uśmiech i dalej taki nerwowy próbował kontynuować wypowiedzenie tego jakże banalnego zdania, które jednak mimo wszystko mogła zmienić jego przyszłość. 
- No wiec, nie będę owijał w bawełne.. ja.. - głos mu się załamał. Zamknął oczy wziął głęboki oddech, przesunął się do dziewczyny i spojrzał w jej oczy. - ja po prostu kocham Cię jak pojebany, szaleje za Tobą i od dłuższego czasu myślę tylko o tobie i w chuj Cię kocham ale chyba już to mówiłem, nie pamiętam i będziesz ze mną? ale powiedz, że tak, bo jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu i Cię kocham i potrzebuje kocham noo i na prawdę ja chce ...
- Opanuj się Patryk! - jej oczy zaszkliły się, a twarz zagospodarował wielki uśmiech. - ja też Cię kocham głupku, czuję to samo! tak, będę! - rzuciła mu się na szyję a on pocałował ją lekko.
Całując się tak, nawet się nie spostrzegli jak w tym pokoju zleciało im dobre 40 min. Zerwali się, bo usłyszeli huk i jak by tłukące się szkło i zaraz po nim upadające ciało i śmiech wszystkich w okół. Zbiegli na dół, a tam po drugiej stronie blatu leżała Vika z potłuczoną szklanką. Ich pierwsza reakcja to śmiech, mimo, że nie widzieli całego zajścia musiało to cholernie komicznie wyglądać. Młoda była już nie źle wstawiona, więc nie ma się co dziwić, że dostawała nalotów na banie.
- Antosia, co tu się stało? - Patryk zapytał dziewczynę, ale ona też już nie bardzo jarzyła co się do niej mówi. Jednym słowem Patryk i jagoda byli tu najbardziej trzeźwymi osobami, mimo, że swoje wypili. 
- bo ona przeleciała... przeleciała bez blat hahaha. - wydukała i nagle wszscy wybuchli komicznym śmiechem. - przeleciała, bo myślałam, że w taki sposób, złapie szklankę. - nikt nie mógł powstrzymać się od śmiechu, kilka osób leżało na podłodze śmiejąc się niemiłosiernie, a to była dopiero 24. Po posprzątaniu szkła impreza zaczęła toczyć się dalej, a Adrian wziął sprawę w swoje ręce widząc, że jego przyjacielowi się udało zdobyć pannę, pomyślał, że on też zdobędzie Antosie. 
Godzinę później  nikt już nic nie pamiętał. Mimo, że nikt nie rozszedł się do swoich domów impreza się skończyła. Połowie ekipy urwał się film, napojów wysoko procentowych zabrakło, jedzenia też zostało już tyle co nic i nikomu nic się nie chciało. Z rana około godziny 11 Patryk przebudził się, rozejrzał się w okół. Na nim spała Jagoda, spali na podłodze w kuchni, obok blatu przez który przeleciała Viktoria. Parkiet był trochę zarzygany, wszędzie walały się jakieś szmaty, a koło schodów na starym materacu wyciągniętym z pywnicy stali Adrian i Tosia. Dom wyglądał jak po przejściu tsunami, a do przyjazdu mamy zostały zaledwie 4 godziny. Trzeba było budzić wszystkich, każdy powinien wziąć zimny prysznic i zacząć sprzątać to całe pobojowisko.