poniedziałek, 14 listopada 2011

1.

Minął tydzień po ostatnim telefonie ojca. Było to dość podejrzane, bo na ogół dzwonił on częściej, żeby przekupić matkę nastolatków. Przecież On za wszelką cenę tak naglę chciał mieć swoje dzieci przy sobie. Jednak w domu panowała standardowa, miła i ciepła atmosfera. Wydawało się, jak by nikt nie pamiętał o telefonie faceta, właściwie im nieznanego.
Tosia uwielbiała zimę, zresztą jak wszyscy w rodzinie Gottbergów, (bo tak nazywała się ich rodzina) a to, że właśnie panowała wpływała na dziewczynę wręcz znakomicie. Codziennie, jak każdego ranka dziewczyna zeszła na dół w piżamie, do salonu aby zjeść coś przed szkołą.
- Cześć mamo! - powiedziała ziewając i przecierając oczy. Wlokła się jak by spała zaledwie godzinę.
- No cześć Tosiu. Chleb z pomidorem czy serek? a może jajecznica? - odpowiedziała rześko mama, która krzątała się od 40 minut po kuchni, mimo, że była godzina 6.53.
- Obojętnie. - odpowiedziała zaspanym głosem, kładąc przy tym głowę na stół.
- A gdzie jest Patryk? Pewnie nadal śpi. Matko Bosko, jaki on jest leniwy! Paaaaaatryk, Paaatryk wstawaj! - mama była dziś wyjątkowo w humorze, i tryskała pozytywną energią. Potrafiła nawet, odpowiadać sobie sama na pytania, przy czym czasami zabawnie to komentując.
- No idę przecież dopiero.. o kuur.. już 7, czemu mnie tak późno budzicie!? - wykrzyczał z pretensją zbiegając jak głupi po schodach.
- Twój budzik rąbał tak, że przekrzykiwał mój. Po prostu śpisz jak zabity. - skomentowała Antosia. Patryk spojrzał się na nią znacząco i oboje wybuchli durnym śmiechem, który często towarzyszył im przy śniadaniach. Mimo wielu kłótni, sprzeczek, bójek jakie ze sobą przetoczyli, widać było jak bardzo są ze sobą zżyciu i jakim uczuciem się darzą. Rodzeństwo w prost nie do skopiowania. Jeden za drugiego był w stanie zabić, a to wszystko tylko dla tego, że wychowali się bez ojca.
Za 20 siódma, oboje zeszli na dół, to przedpokoju, ubierać się. Mama czekała już na nich pod drzwiami z kluczykami w ręku. Po kilku minutach wsiedli do samochodu i ruszyli w drogę. Do szkoły mieli 3 kilometry, więc rodzicielka ich woziła. Chociaż czasem, dojeżdżali także autobusem.
- Przyjechać po Was? - zaproponowała mama.
- Niee. Po za tym ja chciałbym odprowadzić Jagodę, a Tosia kończy godzinę później. Poradzimy sobie. - Powiedział Patryk, dał mamie całusa i wyskoczył z auta, zaraz za nim Tosia. Rodzeństwo rozeszło się do swoich klas.
Po 7 godzinach ciężkiej nauki Patryk wyszedł ze szkoły wraz z Jagodą. Młodzież szła spokojnie parkiem. Śnieg delikatnie pruszył.
- Zimno mi, możemy przyspieszyć? - zaproponowała dziewczyna, która trzęsła się z zimna.
- Trzymaj mój szalik. - zaczął zakładać go dziewczynie i delikatnie przytulił ją do siebie. Jagoda nie protestowała. Stali tak chwilę wtuleni w siebie. aż w końcu ruszyli, bo rozpadało się bardziej. Pod domem dziewczyna oddała chłopakowi szalik i delikatnie cmoknęła w policzek.
- Dzięki. - wyszeptała, uśmiechnęła się i weszła do klatki. Jagoda mieszkała jakie 500 m od szkoły, także kiedy Patryk wyszedł już z parku, zobaczył jak jego siostra całuję się z Fabianem. Uśmiechnął się sam do siebie i postanowi poczekać aż chłopak odejdzie, by móc spokojnie podejść do siostry. Szkoda mu było tylko Adriana, który był bardzo zakochany w nastolatce, ale nie tylko w niej. Kiedy Fabian odszedł, Tosia już chciała przechodzić przez pasy, aż tu nagle czarne Audi A6, z przyciemnianymi szybami zatrzymało się na przejściu. Wysiadł z niego mężczyzna, o ciemnej karnacji, brunet i podszedł do Tosi. Widać było, że coś jej tłumaczy, po czym zaczął ją szarpać. Patryk, bez chwili namysłu zaczął biec w stronę samochodu. Odepchnął mężczyznę i schował dziewczynę za siebie.
- Kim pan jest? Czego od niej chcesz!? - krzyknął trzymając Tosie za sobą. Facet, zaśmiał się ironicznie i z szpanerskim uśmiechem powiedział.
- Jak to kim jestem? Co matka Wam zdjęć nie pokazuje? Jestem Waszym ojcem i przyjechałem Was zabrać. - stanowczo poinformował nastolatków.
- No to ma pan problem, bo my nigdzie z panem nie pojedziemy, do widzenia. - odwrócił się na pięcie pociągnął Tosię i szybko weszli do szkoły. Przez okno, widzieli tylko jak ich ojciec wsiada i odjeżdża. Prędko zatelefonowali do mamy, aby po ich przyjechała.
Kiedy byli już w domu, rozebrali się i opowiedzieli mamie całą zaistniałą sytuacje ta, zdenerwowana zadzwoniła po policję i zgłosiła doniesienie na ojca dzieci. Policja zaproponowała jej, żeby wytoczyła przeciwko mężczyźnie proces o pozbawienie praw rodzicielskich. Tak też zrobiła.
A, że zbliżały się 17 urodziny Partyka po kilku godzinach nikt nie pamiętał już o zajściu. Zaczęli planować imprezę.

3 komentarze: